niedziela, 10 stycznia 2010

Archiwalia vol. 2

14 XII 2009
Podczas weekendu w Warszawie, przy okazji spotkania z Warszawskimi HipnoJunkies, postanowiłem powalczyć z moją "senną niepełnosprawnością", mianowicie brakiem umiejętności latania. Poprosiłem Psajko, żeby hipnozą "wyłączył" mi ten problem. Jedna sesja i już dwa dni później...

Strzelanina i lot[DILD]

Lata trzydzieste. Jestem w ogrodzie jakiejś wielkiej rezydencji[wiecie, drewno i kamień, wielki ogród z poprzycinanymi krzaczkami itd.] i właśnie trwa strzelanina. W pewnej odległości w mroku są "trybuny", na których siedzą jacyś ludzie i obserwują wydarzenia. Skończyły mi się naboje. Podbiegam do jakiegoś mafiosa i wyrywam mu z ręki snajperę. W tym momencie czuję dłoń na ramieniu. Jakaś kobieta ciągnie mnie w mrok. Mówi mi, że dostanę tą snajperę, jeśli tylko zdejmę dwie osoby. Pokazuje mi je przez lunetę. W lunecie jest noktowizor. Dziwne. Skąd noktowizor w latach trzydziestych? Patrzę na wskazane osoby. Na ich widok serce mi normalnie pęka. Jedną z nich jest Marta. Przecież nie mogę zabić Marty w latach trzydziestych, bo nie spotkam jej w "latach dwutysięcznych". Z drugiej strony, jak choćby nie wystrzelę w tamtą stronę, to i tak tu zginę. No tak, ale żyć ze świadomością, że zabiłem Martę, to byłaby największa męka na świecie. Nie mogę zebrać w sobie siły, żeby strzelić albo do niej, albo do siebie. Dobra, i tak wszyscy tu zginiemy. Podnoszę karabin. Niewygodny. Przykładam kolbę do dołka strzeleckiego. Tajemnicza niznajoma mówi, że też kiedyś tak strzelała, ale teraz woli brać kolbę pod pachę. Mierzę w stronę dziewczyn, ale zamykam oczy i strzelam, jedynie "w tym kierunku". Zaczyna się panika na trybunach. Wszyscy zaczynają uciekać. Ja w tym czasie zdejmuję gangstera za gangsterem. Wbiegam po schodach do rezydencji. Drogę zastępuje mi Profesor. I znowu wyrzuty sumienia, ale dylemat mniejszy, bo mierzy mi z pistoletu w pierś. Z ciężkim sercem zabijam go. Wbiegam do budynku. Dziwne, zamiast drewnianych schodów, czerwonych dywanów i trofeów myśliwskich widzę wnętrze nowoczesnego wieżowca - stal, marmur i szkło. Strzelanina trwa nadal, tylko już nie jest tak mafijnie, tylko raczej "matriksowo". Biegnę po schodach zabijając wszystkich, którzy stają mi na drodze. Wbiegam na najwyższe piętro. Spotykam tam Opiekunów. Nie, tego już za wiele. Noktowizor w latach trzydziestych, ludzie z przyszłości w przeszłości, przeskok o osiemdziesiąt lat w ciągu przechodzenia przez jedne drzwi, karabin snajperski w moich rękach...
To jest sen!
Patrzę na dłonie. Mimo, że wyglądają normalnie, ich widok i fakt spojrzenia na nie tylko utwierdza mnie w stwierdzeniu, że to jest sen. Chwytam snajperę za lufę i kolbą wybijam szybę. Gosia pyta mnie, co zamierzam zrobić. Mówię, że zamierzam wyskoczyć przez okno i polatać sobie. Odpowiada, że przecież się zabiję. Mówię, że to jest mój sen i nic mi się nie stanie. Oczywiście nie wierzy mi. Przyciskam prawy palec wskazujący do wnętrza lewej dłoni. Przeciskam go na wylot i pokazuję jej. Bardzo dziwne uczucie. Trochę boli. Po wyjęciu palca zostaje mi dziura na wylot. No to co? Zasklepiam ją siłą woli. Wychodzę do korytarza, żeby wziąć rozbieg. Jest tam trzech mafiosów. Strzelają do mnie. Jedna z kul przeszywa moje udo. Uzdrawiam je i rozbiegam się w stronę okna. Wyskakuję. Lecę w dół. Nie spadam szybko, tylko łagodnie opadam. Ląduję w jakiejś piaskownicy. Zaraz, przecież ja mogę latać. Odbijam się od ziemi i płynę kraulem w powietrzu. Niesamowite uczucie. Po chwili ściąga mnie ku ziemi. Ląduję. Jestem na jakimś osiedlu wieżowców. Jest zielono. Nie ma tu żadnych ulic, tylko żwirowe alejki. Wszędzie rosną drzewa i krzerwy. Odbijam się ponownie. Nogi do kraula i ręce do żabki. Po chwili już lecę "czystą" żabką. No tak, ulice nie są tu potrzebne, bo ludzie przemieszczają się latając. Po chwili latania ląduję. Widzę spadającą z nieba dziewczynę i czuję, że tradycyjnie, jak w prawie każdym świadomym śnie, czuję uderzenie testosteronu. Myślę "czemu nie?". Chwytam ją za rękę i prowadzę w stronę garażu przy jednym z wieżowców. Patrząc na drzwi koncentruję się. Za nimi ma być wielka sypialnia z olbrzymim łożem z baldachimem. Otwieram, a tam zwykła piwnica. Zamykam drzwi. Koncentruję się jeszcze raz i dokładnie wizualizuję sobie sypialnię. Otwieram drzwi, a tam - piwnica. Może za rogiem jest sypialnia? Nic z tego - piwnica. W tym momencie podchodzi do nas jakiś pan w średnim wieku z panią w średnim wieku i grupką młodzieży. Mówią, że dziewczyna ma teraz zajęcia i nigdzie jej nie puszczą. Trudno. Idę w stronę jakiegoś wielkiego gmachu, a pan w średnim wieku podąża za mną i kłócimy się w stylu "Dnia śrira". Wchodzę do budynku. Wnętrze kojarzy mi się z jakimś akademikiem Oksfordu - kamienne ściany, kolumny, schody z czerwonym dywanem itd. Idę schodami w górę. Testosteron buzuje. Wiem, że zaraz pojawi się następna dziewczyna. Istotnie. Schodzi właśnie z naprzeciwka. Na mój widok gestem pokazuje mi, że mam iść za nią. Biegnę za nią do góry... Budzę się.

17 XII 2009

Senny plecak [DILD]

Stoję w jakimś pomieszczeniu, gdzie na podeście u szczytu schodów stoją Marta, Kamila i Wika. Pierwsza myśl: "To jest sen!". Zatykam nos. Mogę swobodnie oddychać! Podchodzę do Marty i pytam, czy mogę teraz wejść do jej snu. Kamila coś tam sceptycznie komentuje, że to nie może być sen. Zatykam nos i oddychając przez niego udowadniam jej, że to jednak sen. Chwytam prawą ręką za lewe kolano[Psajko założył mi taką kotwicę na ny plecak]. Spoglądam na swoje plecy i widzę dość spory szary sportowy plecak. Otwieram go i szukam klucza teleportacji, który powinien się tam znajdować. Niestety w środku są same szpargały - stare gazety, jakieś żelaztwo, ogólnie - śmieci. Za mną stoi drabinka do pawlacza. Wchodzę na nią i otwieram drzwiczki. W środku znajduję spory staroświecki klucz. Chwytam go i szukam drzwi. W końcu udaje mi się je znaleźć. Niestety klucz nie pasuje do zamka. Szukam takich, jakie będę mógł otworzyć przy pomocy tego klucza. Niestety nie znajduję takowych. Wychodzę na ulicę. (...)

1 komentarz:

  1. generalnie jestem przeciwnikiem "ładowania " plecaków z gadżetami czy potrzebnymi przedmiotami- w miejscu gdzie wszystko kreowane jest siłą umysłu, naturalną drogą powinno być raczej bezpośrednie stwarzanie potrzebnych przedmoitów- plecak - spoko, raczej dla ludzi słabej wiary w moc umysłu i z miłości do tomb ridera;) Twoja podświadomość zresztą pokazała co o tym myśli - pakując do środka "szpargały".pozdrawiam sennie.

    OdpowiedzUsuń

 
monitoring pozycji