Gniew i wstyd
Prowadzę warsztaty na temat hipnozy w jakiejś kaplicy na cmentarzu. Niestety słuchacze[moi znajomi z przerfóżnych kręgów, niestety nie pamiętam, kto dokładnie] nie zwracają na mnie w ogóle uwagi, co doprowadza mnie do szału.Obrażony wychodzę z kaplicy i spaceruję po cmentarzu. Wchodzę do jakiejś szkoły. Podchodzi do mnie jakiś chłopiec w wieku podstawówkowym. Mówi, że jest kumplem[nie pamiętam, kogo]. Czuję się strasznie obrażony. Uderzam go mocno. Dopiero po chwili dociera do mnie, co zrobiłem. To tylko mały chłopiec i na pewno nie chciał mnie urazić. Przepraszam go i przytulam. Prowadzę do sali obok, chyba informatycznej, gdzie na komputerach przedstawiam mu historię death metalu. Wychodzę ze szkoły i wsiadam do fabii. Jadę w stronę Billi. Na wysokości tunelu wiodącego na perony parkuję i wysiadam, by iść pieszo do Billi. Podchodzi do mnie dwóch drechów z filiżankami, na których widnieje Union Jack. Mówią, że mają w nich herbatę na wódkę i proszą, żebym spróbował. Mówi, że nie piję, bo prowadzę. Słyszę coś w stylu "pij albo wpierdol" i juz wiem, że mam wypić herbatę, żeby oni mogli tam wódy nalać. Jeden z nich dzierży absolwenta. Uskakuję w bramę i wyciągam z tamtąd moją dawno nie używaną beżową kurtkę zimową. Chowam się za nią i uciekam do fabii. Ku mojemu zdziwieniu, w samochodzie siedzi chłopiec, którego uderzyłem wcześniej. Zakładam panel radia i odjeżdżam.
poniedziałek, 19 lipca 2010
14 VII 2010
Niestety na Polach Grunwaldu słoneczko budziło wcześnie, a uczty były suto zakrapiane, więc z sennych wojaży mam tylko jeden wpis.
Zwerbowany Zbawiciel [DILD]
Jestem bohaterem jakiejś gry cRPG. Jestem raz w grze, a raz poza nią. Drugą misją, jakiej się podejmuję jest zwerbowanie Jezusa. Schodził on zielonym zboczem, lecz cały czas jakaś tajemnicza siła ściągała mnie ze zbocza i uśmiercała. Za którymś podejściem odradzam się w korytarzyku przed sypialnią starych. Idę do niej na czworakach, ale znów jakaś siła nie pozwala mi wstać. W otwartych drzwiach trzepoce firanka. Powiewa w jakiś dziwny sposób.
Zaraz, to przecież jest sen!
Wykonuję kilkukrotnie test z nosem, ale nie chce mi wskazać stanu snu. Cóż, sprawdzę to w inny sposób. Przyglądam się uważnie firance, a ona na moich oczach rozdwaja się na dwie identyczne. Tak, to sen!
Wyskakuję przez okno i opadam stanowczo i delikatnie za razem na jakąś ulicę. Miasto wygląda na dziewiętnastowieczne. Zakurzone ulice, szare kamienice, gazowe latarnie wyglądają na długo nieużywane. W moją stronę zmierza Jezus. No, nareszcie! Na ulicy są zniszczone szyny tramwajowe. Podjeżdża pusty stary tramwaj. Wsiadamy do niego i długo dyskutujemy na temat przyszłości tramwajarstwa, która chyli się ku upadkowi. Przejeżdżamy koło zielonej łąki oraz opustoszałego placu budowy. W końcu docieram do mojego pokoju. Stoi w nim trumna zbudowana ze skrzynek po serze camembert. Mama pyta mnie, co to ma znaczyć. Odpowiadam, że to na znak, że M. umarł już dla świata.
Zwerbowany Zbawiciel [DILD]
Jestem bohaterem jakiejś gry cRPG. Jestem raz w grze, a raz poza nią. Drugą misją, jakiej się podejmuję jest zwerbowanie Jezusa. Schodził on zielonym zboczem, lecz cały czas jakaś tajemnicza siła ściągała mnie ze zbocza i uśmiercała. Za którymś podejściem odradzam się w korytarzyku przed sypialnią starych. Idę do niej na czworakach, ale znów jakaś siła nie pozwala mi wstać. W otwartych drzwiach trzepoce firanka. Powiewa w jakiś dziwny sposób.
Zaraz, to przecież jest sen!
Wykonuję kilkukrotnie test z nosem, ale nie chce mi wskazać stanu snu. Cóż, sprawdzę to w inny sposób. Przyglądam się uważnie firance, a ona na moich oczach rozdwaja się na dwie identyczne. Tak, to sen!
Wyskakuję przez okno i opadam stanowczo i delikatnie za razem na jakąś ulicę. Miasto wygląda na dziewiętnastowieczne. Zakurzone ulice, szare kamienice, gazowe latarnie wyglądają na długo nieużywane. W moją stronę zmierza Jezus. No, nareszcie! Na ulicy są zniszczone szyny tramwajowe. Podjeżdża pusty stary tramwaj. Wsiadamy do niego i długo dyskutujemy na temat przyszłości tramwajarstwa, która chyli się ku upadkowi. Przejeżdżamy koło zielonej łąki oraz opustoszałego placu budowy. W końcu docieram do mojego pokoju. Stoi w nim trumna zbudowana ze skrzynek po serze camembert. Mama pyta mnie, co to ma znaczyć. Odpowiadam, że to na znak, że M. umarł już dla świata.
piątek, 9 lipca 2010
Krótki przebłysk
Z dzisiejszych sennych nowości niestety nici, bo zostałem brutalnie obudzony, jednak umieszczę krótką notkę z wczoraj.
8 VII 2010
Lekomani
Cały świat jest uzależniony od leków. Ludzie biorą leki na wszystko co się da, łącznie z pływaniem pod wodą. Zorganizowano wielkie przyjęcie, na którym można zjeść kawałek olbrzymiego tortu, dzięki któremu uzależnienie znika.
8 VII 2010
Lekomani
Cały świat jest uzależniony od leków. Ludzie biorą leki na wszystko co się da, łącznie z pływaniem pod wodą. Zorganizowano wielkie przyjęcie, na którym można zjeść kawałek olbrzymiego tortu, dzięki któremu uzależnienie znika.
niedziela, 4 lipca 2010
4 VII 2010
I. Znieczulenie
Jestem na sali szpitalnej. Stoję przy łóżku. Za chwilę mają operować moją nogę. Podchodzi do mnie zarośnięty anestezjolog ze strzykawką w ręce. Pytam, co jest w środku. Tiopental - odpowiada. Bez ostrzeżenia doskakuje do mnie i wbija mi igłę w ramię, po czym deponuje zawartość strzykawki w moim bicepsie. Po chwili czuję, że moje ciało przestaje mnie słuchać. Czuję się troszku jak po szałwii wieszczej - charakterystyczne pulsujące prądy przepływają przez moje ciało, ale cały czas mam świadomość. Kładą mnie na łóżku i już chcą wieźć na salę, ale zwracam im uwagę, że wciąż mam świadomość. Dostaję kolejną dawkę tiopentalu. Ciało jest gdzieś daleko, ale przez cały czas w czakrze trzeciego oka jest ten kwant świadomości. Słyszę wszystko, co się dzieje dookoła, ale moje ciało dla mnie nie istnieje.
II. Platforma
Moja mama zaprojektowała platformę oświetleniowo-wyborczą do kaplicy dla powodzian na osiedlu Obrońców Pokoju. Platforma jest już gotowa. Jest na niej miejsce dla kandydata oświetlone od dołu na czerwono, a od góry na zielono-niebiesko.
Jestem na sali szpitalnej. Stoję przy łóżku. Za chwilę mają operować moją nogę. Podchodzi do mnie zarośnięty anestezjolog ze strzykawką w ręce. Pytam, co jest w środku. Tiopental - odpowiada. Bez ostrzeżenia doskakuje do mnie i wbija mi igłę w ramię, po czym deponuje zawartość strzykawki w moim bicepsie. Po chwili czuję, że moje ciało przestaje mnie słuchać. Czuję się troszku jak po szałwii wieszczej - charakterystyczne pulsujące prądy przepływają przez moje ciało, ale cały czas mam świadomość. Kładą mnie na łóżku i już chcą wieźć na salę, ale zwracam im uwagę, że wciąż mam świadomość. Dostaję kolejną dawkę tiopentalu. Ciało jest gdzieś daleko, ale przez cały czas w czakrze trzeciego oka jest ten kwant świadomości. Słyszę wszystko, co się dzieje dookoła, ale moje ciało dla mnie nie istnieje.
II. Platforma
Moja mama zaprojektowała platformę oświetleniowo-wyborczą do kaplicy dla powodzian na osiedlu Obrońców Pokoju. Platforma jest już gotowa. Jest na niej miejsce dla kandydata oświetlone od dołu na czerwono, a od góry na zielono-niebiesko.
Subskrybuj:
Posty (Atom)