Niestety na Polach Grunwaldu słoneczko budziło wcześnie, a uczty były suto zakrapiane, więc z sennych wojaży mam tylko jeden wpis.
Zwerbowany Zbawiciel [DILD]
Jestem bohaterem jakiejś gry cRPG. Jestem raz w grze, a raz poza nią. Drugą misją, jakiej się podejmuję jest zwerbowanie Jezusa. Schodził on zielonym zboczem, lecz cały czas jakaś tajemnicza siła ściągała mnie ze zbocza i uśmiercała. Za którymś podejściem odradzam się w korytarzyku przed sypialnią starych. Idę do niej na czworakach, ale znów jakaś siła nie pozwala mi wstać. W otwartych drzwiach trzepoce firanka. Powiewa w jakiś dziwny sposób.
Zaraz, to przecież jest sen!
Wykonuję kilkukrotnie test z nosem, ale nie chce mi wskazać stanu snu. Cóż, sprawdzę to w inny sposób. Przyglądam się uważnie firance, a ona na moich oczach rozdwaja się na dwie identyczne. Tak, to sen!
Wyskakuję przez okno i opadam stanowczo i delikatnie za razem na jakąś ulicę. Miasto wygląda na dziewiętnastowieczne. Zakurzone ulice, szare kamienice, gazowe latarnie wyglądają na długo nieużywane. W moją stronę zmierza Jezus. No, nareszcie! Na ulicy są zniszczone szyny tramwajowe. Podjeżdża pusty stary tramwaj. Wsiadamy do niego i długo dyskutujemy na temat przyszłości tramwajarstwa, która chyli się ku upadkowi. Przejeżdżamy koło zielonej łąki oraz opustoszałego placu budowy. W końcu docieram do mojego pokoju. Stoi w nim trumna zbudowana ze skrzynek po serze camembert. Mama pyta mnie, co to ma znaczyć. Odpowiadam, że to na znak, że M. umarł już dla świata.
poniedziałek, 19 lipca 2010
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz