poniedziałek, 19 lipca 2010

14 VII 2010

Niestety na Polach Grunwaldu słoneczko budziło wcześnie, a uczty były suto zakrapiane, więc z sennych wojaży mam tylko jeden wpis.

Zwerbowany Zbawiciel [DILD]

Jestem bohaterem jakiejś gry cRPG. Jestem raz w grze, a raz poza nią. Drugą misją, jakiej się podejmuję jest zwerbowanie Jezusa. Schodził on zielonym zboczem, lecz cały czas jakaś tajemnicza siła ściągała mnie ze zbocza i uśmiercała. Za którymś podejściem odradzam się w korytarzyku przed sypialnią starych. Idę do niej na czworakach, ale znów jakaś siła nie pozwala mi wstać. W otwartych drzwiach trzepoce firanka. Powiewa w jakiś dziwny sposób.
Zaraz, to przecież jest sen!
Wykonuję kilkukrotnie test z nosem, ale nie chce mi wskazać stanu snu. Cóż, sprawdzę to w inny sposób. Przyglądam się uważnie firance, a ona na moich oczach rozdwaja się na dwie identyczne. Tak, to sen!
Wyskakuję przez okno i opadam stanowczo i delikatnie za razem na jakąś ulicę. Miasto wygląda na dziewiętnastowieczne. Zakurzone ulice, szare kamienice, gazowe latarnie wyglądają na długo nieużywane. W moją stronę zmierza Jezus. No, nareszcie! Na ulicy są zniszczone szyny tramwajowe. Podjeżdża pusty stary tramwaj. Wsiadamy do niego i długo dyskutujemy na temat przyszłości tramwajarstwa, która chyli się ku upadkowi. Przejeżdżamy koło zielonej łąki oraz opustoszałego placu budowy. W końcu docieram do mojego pokoju. Stoi w nim trumna zbudowana ze skrzynek po serze camembert. Mama pyta mnie, co to ma znaczyć. Odpowiadam, że to na znak, że M. umarł już dla świata.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

 
monitoring pozycji