poniedziałek, 29 czerwca 2009
29 VI 2009
Wykład z fizjologii. Przysypiam. W pewnym momencie profesor zaczyna mówić o tym, że słuchania Kata bobudza układ limbiczny. Nie wierzę własnym uszom.
II. Dysk i gg
Siedzę sobie w moim pokoju we Wrocławiu razem z Michasią. Mamy do kogoś napisać na gg, ale za cholerę nie chce działać dysk, na który jest ono zainstalowane. Po wielu próbach podłączania go na różne sposoby, udalo się wreszcie odpalić system. Niestety wywaliło mi trzy czwarte listy z gg i oczywiście tego numeru, na który mieliśmy pisać, już nie ma.
III. Fabryka witaminy C
Siedzę w labie z opiekunami koła chemików. W radiu mówią właśnie o moim kumplu z klasy z podstawówki. Przez przypadek w jego labie po wpadnięciu do zlewki na mieszadle paru odczynników z pólki wyżej, rozpoczęła się synteza witaminy C. Okazało się, że jest to zupełnie nieznana metoda syntezy, więc kumpel ją opatentował i założył fabrykę, która właśnie przynosi mu dużą kasę.
niedziela, 28 czerwca 2009
Posesyjne strzępki
24 VI 2009
Drożdżówka i policja
Grill przed katedrą biochemii. Katedra jest rzeczywiście katedrą - wygląda jak wysoka gotycka wieża na środku łąki. Zielona trawka, błękitne niebo z delikatnymi cirrusami, słoneczko grzeje. Wchodzę do Katedry. Klatka schodowa. Po lewej jest szatnia. W szatni na ścianie wisi tablica[taka czarna, po której pisze się kredą], na której ktoś napisał: "Panie profesorze, bardzo mi przykro, ale moi rodzice zjedli drożdżówkę, którą zostawiłam dla Pana tutaj". Po schodach schodzi barwny korowód. Ludzie idą i śmieją się, żartują zachwycają się pogodą. Pochód zamyka troje policjantów - dwóch facetów, jeden gruby i z wąsem, drugi wysoki, chudy i niedogolony oraz jasnowłosa policjantka w srebrnym błyszczącym mundurze. Wyszliśmy na łąkę. Bardzo mnie śmieszy ten mundur i nie mogę się powstrzymać, wybucham dzikim chichotem. W tym momencie odwracają się panowie i jeden z nich krzyczy "on ma coś w majtkach, obezwładnić go!". Rzucają się na mnie, ja dalej nie mogę przestać chichotać. Obalają mnie na ziemię. Właśnie przyszła moja grupa na laborki i obserwują tą żałosną scenę. Panowie niebiescy podnoszą mnie. W tym momencie zsuwają mi się spodnie razem z majtkami i jasne już jest, że niczego nie przemycałem. Co za siara, jestem wściekły.
25 VI 2009
"Przygody młodego podróżniczka"
Wykład z fizjologii. Profesor wyciąga jakąś książkę z barwna, pstrą okładką. "Właśnie napisaliśmy z Norbertem książkę - >>Przygody młodego podróżniczka<<, muszę wam przeczytać parę fragmentów". Otwiera książkę i zaczyna czytać. Są to krótkie wierszowane bajki dla dzieci. Każda jest zakończona morałem. W głowie jedna myśl: "co za żenada".
26 VI 2009
Biochemiczny obiadek
Siedzę z Rafałem i Martyną w kuchni na biochemii. Wykafelkowane ściany. Laboratoryjny zlew. W rogu stoi lodówka, taka sama, jak na bakterie. Na środku jednej ze ścian znajduje się wielkie coś - ni to laminar ni to dygestorium. Pod tym się gotuje. Jest pora obiadowa. Ja piję herbatkę, Martyna je jogurt, a Rafał jakąś sałatkę. Skończył jeść, odłożył miskę do zlewu i idzie w stronę lodówki. Pyta się mnie, czy wszystko, co tu spożywam jest moje, przyniesione. Odpowiadam, że tak, że to moje żarcie z domu.
- Ja niczego tu nie przynosiłem - odpowiada otwierając lodówkę - ale mam straszną ochotę na ten jogurt.
Jest to jogurt pitny o smaku jagodowym w plastikowej butelce. W tym momncie wchodzi Marta.
- To mój jogurt, nie krępuj się.
- Dzięki, a sałatka jest Krzyśka, powiedział, żebyśmy ją sobie zjedli.
Podchodzę do lodówki, otwieram ją. W środku jest duża szklana miska z sałatą przekładana usmażoną panierowaną piersią z kurczaka i polana sosem czosnkowym.
27 VI 2009
Palę sobie papierosa na balkonie mojego poprzedniego mieszkania na Wyszyńskiego. Pogoda taka ni z gruszki, ni z pietruszki. Patrzę w dół i widzę czarnego kota siedzącego na dachu czerwonego samochodu. Schodzę do niego na dół i głaszczę go. W zależności od tego, tóre łapy i w jakiej kombinacji unosi ten kot, wydaje z siebie miauki o różnych tonach. Siedzę sobie i obserwuję go, a on wymiauckuje mi melodyjki.
poniedziałek, 22 czerwca 2009
22 VI 2009
Więzienie. Szare, surowe ściany. Jasne sztuczne światło pada z zawieszonych wysoko lamp. Jestem poza celą. Widzę strażnika rozmawiającego przez telefon - taki srebrny z tarczą i czarną słuchawką na kablu, jak wąż z prysznica. Teraz, albo nigdy. Uda się. Wyrywam mu słuchawkę i za jej pomocą gaszę klawisza ciosem w potylicę. Udało się - padł na ziemię, bezwładny jak worek kartofli. Wykręcam numer do mamy. Wiem, że nie mam dużo czasu. Mama odbiera. Jest bardzo zdziwiona moim głosem w słuchawce. Mówię jej, że strażnik padł. Pyta się, czy mnie nie złapią. Oni w tej chwili masowo padają - odpowiadam. Muszę kończyć. Zaczyna się masowa ucieczka. Stado więźniów w szarych uniformach pędzi w stronę bram. Dołączam do nich. Trzeba się spieszyć. Wiem, że nie obędzie się bez hasła do Windowsa 95.
niedziela, 21 czerwca 2009
Kontakt
Przedstawiciele Wydawnictwa Książek Okulistycznych "Centaur" proszeni są o kontakt z moim managerem ds. finansowych - Chymotrypsymatą. Jest on dostępny w godzinach 1:20-1:30; 2:40-3:00; 4:00-4:30 oraz 5:15-6:00 pod numerem telefonu (+δθ)αθδ-δθα-βαθ
sobota, 20 czerwca 2009
20 VI 2009
Impreza rodzinna u babci. Jest babcia, mama, "wujek A"[postać wyimaginowana], wujek Lolek, wujek Darek oraz wujek z Sącza. Poza tym są jakieś ciotki, ale nie siedzą przy stole, tylko krzątają się w kuchni. Siedzimy i gadamy o jakichś nieistotnych sprawach, członkach rodziny i innych rzeczach, o jakich się zazwyczaj gada na rodzinnych przyjęciach. Mam straszną ochotę na drinka, ale nie ma już wolnych szklanek, więc czekam, aż ktoś skończy. Mama skończyła pierwsza. Daje mi swoją szklankę, więc robię sobie drinka. W tym momencie "wujek A" mówi: "nie będziesz pił jak baba drinka z literatki, naleję ci whisky". Dopił swoją whisky i nalał dla mnie do swojej wielkiej szklanicy. Piję. Nie chce mi się siedzieć z pijanymi eujkami, więc idę do kuchni. Babcia jest w dobrym nastroju i ciągle zagaduje do wszystkich i teraz chce pplotkować z wnusiem. Cóż, mogę poplotkować, jak już muszę. Widzę drzwi balkonowe i piękną łąkę za nimi.
piątek, 19 czerwca 2009
19 VI 2009
Baldur's Gate
Spoglądałem na wszystko z dziwnej perspektywy. Widziałem obraz gry Baldur's Gate w taki sposób, jakbym patrzył na monitor, ale bez monitora i reszty środowiska zewnętrznego. Czułem zapach zimnego kamienia, jego wilgoć i chłód. Akcja rozgrywała się w podziemiach, w których panowały orki. Miałem tylko dwie postacie w drużynie: Minsca i Garricka Minsc miał standardowe "Minscowe" wyposażenie jak w BG1: zbroję płytową, hełm z rogami, jakiś łuk i miecz dwuręczny. Garrick miał kolczugę, magiczną kuszę i Hełm Baldurana. Mimo że widizałem menu i różne ekrany, które włączał gracz, postacie były jak żywe, a lochy były bardzo realistyczne. Po ucieczce przed orkami i ustrzeleniu paru, nasi bohaterowie trafiają do małego kwadratowego pomieszczenia z wielkimi dębowymi drzwiami, które zamykają na trzy spusty. W momencie zamknięcia drzwi nastąpił "zoom" i z perspektywy świadka wylądowałem nagle w grze. Stojąc obok dwóch herosów, czułem napęcie i obawę przed orkami. Czyżby były zdolne do wyważenia bramy?
czwartek, 18 czerwca 2009
18 VI 2009
Balon i... tak, tak EEG
Siedziałem w gondoli balonu razem z Mistrzem i Chymotrypsymatą. Mieliśmy lecieć do jakiegoś ośrodka, w którym zrobię sobie wreszcie EEG. Jak już wznosiliśmy się w powietrze, pojawił się kumpel, który krzyknął za mną, że jak nie założę sobie konta na gmailu, to nici z EEG.
środa, 17 czerwca 2009
17 VI 2009
Postanowiłem wczoraj, że spróbuję zastosować się do rad Don Juana i ćwiczyłem trochę w dzień. Po zaśnięciu miałem parę akcji patrzenia na ręce, ale raz mnie wywaliło do czuwania, a w pozostałych przypadkach prawie od razu traciłem świadomość. Pamiętam, że jak spoglądałem na dłonie, to wszystko dookoła zamieniało się w kłębowisko barw(nie w postaci rozmytych rysów, tylko po prostu znikało wszystko poza moimi dłońmi, a pojawiały się niesamowite, "żywe" kolory).
I. Salka
Byłem na sali prób no i mieliśmy próbę :P. W pewnym momencie koleś od salki zawołał mnie do swojej kanciapy i zapytał się: "Ile jeszcze będziecie robić to cotygodniowe pierdolenie zamiast nagrywać płytę"? Zdziwiłem się bardzo i odparłem: "Jak mamy nagrywać płytę, skoro mamy dopiero trzy kawałki? Mogę coś wymyśleć, ale to chwilę potrwa".
II. EEG po raz... eeeeee który?
Postanowiłem sprawdzić, czy zwierzęta potrafią wykorzystywać REM. Do doświadczenia zaprosiłem Wilka z takiej starej ruskiej kreskówki "Wilk i Zając". Najpierw sam się podłączyłem pod EEG, a Wilk miał mnie budzić w REM, żebym miał LD. Rano Zobaczyłem wykresy i stwierdziłem, że miałem cztery REMy tej nocy. Następnie podłączyłem Wilka. Kimnął sobie, a ja obserwowałem wykres. Za każdym razem, kiedy pojawiał się REM, budziłem go. Po ostatecznym przebudzeniu Wilk stwierdził "Nic, kurwa, nie pamiętam, eksperyment nie ma sensu".
16 VI 2009
Podzczas popołudniowej drzemki śniło mi się, że jestem elementem gry na gameboy'a. Byłem Czerwonym Kapturkiem i miałem zanieść koszyczek do Babci i uciekać przed Wilkiem. Po krótkim intro z moim udziałem wyświetliła się mapka z trasą - taka jak w "komórkowej" wersji "Wiedźmina". Trasa była zaznaczona czerwonymi kropkami i "rozwijała się" od początku do celu. W momencie gdy kropki dotarły do domku babci, zostałem obudzony.
poniedziałek, 15 czerwca 2009
15 VI 2009
Impreza była na łące, pośrodku której stał budynek wyglądający jak Carrefour koło Centaura. Była tam też gotycka katedra. Na imprezie byli Maciuś, Gruby, Gustlik i Kurczak oraz jakiś nażelowany carnowłosy solar w niebieskiej koszulce. No i Ela, która rozkręcała imprezę. Grillowaliśmy i piliśmy piwo.Zaczęliśmy walczyć. Polegało to na tym, że najpierw biliśmy się na zielonej trawce, a potem jak przeciwnik był wykończony, to trzeba było wepchnąć go do przedsionka katedry i tłuc potylicą o kamienne schody. Odczucia w walce były normalne, jak się oberwało, to bolało, jak się dostało w staw, to się kulało itd., jednak po walce wszyscy byli cali i zdrowi, niezależnie ile razy zebrało się potylicą o schody. Byłem mistrzem w tym turnieju. Najpierw rozwaliłem solara, bo mnie drażnił strasznie, potem o dziwo pokonałem Grubego. Następni byli Gustlik i Kurczak. Po walce z kurczakiem zauważyłem jakieś dziwne ruchy na górnym piętrze carrefouropodobnego budynku. Wszedłem na górę po schodach i otworzyłem drzwi do pokoju. Było strasznie ciemno. Gołe ściany. Drewniana podłoga. Na podłodze stało mnóstwo pustych glinianych doniczek. W pokoju był jakiś koleś w czarnym płaszczu, opasce na oczach i kapeluszu. Dodaj szpadę u boku i masz Zorro. Poza Zorro w pokoju był nasz znajomy nijaki piroman. Patrzę, a tu z jednej doniczki wystaje dziwnie znajoma kula z lontem. Biegnę szybko w stronę tej doniczki, ale piroman zastępuje mi drogę. Co się będzie stawiał - za włosy gnoja i przewracam doniczkę do góry nogami. Piroman zdążył jednak jakimś cudem zapalić lont. "Będzie grząsko" - pomyślałem zwiewając co sił w nogach z budynku. Zaraz za mną ulotnili się Zorro i piroman gonieni przez kłęby czarnego dymu. Piroman wskoczył na rower i chciał zwiewać z miejsca zdarzenia, ale ja już byłem porządnie zły na "wielkiego pirotechnika", więc na pożegnanie przedstawiłem mu schodki w katedrze. Turniej trwał dalej. Przede mną już tylko walka z Maciusiem. Szło mi wyjątkowo gładko, bo Maciuś był już nieźle spity. Kiedy zawlokłem go do katedry, wyśmiał mnie, bo miał za krótkie włoski, żeby za nie złapać w celu wykonania "schodkowego fatality". W końcu się udało i walka zakończyła się dla mnie zwycięstwem. Wyszedłem z Maciusiem z katedry i podbiła Ela w celu spisania końcowych wyników turnieju.
14 VI 2009
Leżę sobie w łóżku i czytam Krzymowskiego. Jakiś rozdział o laktacji, czy coś w ten deseń i nagle trafiam na dziwną informację. "Koszatniczka posiada 966 - 1605 sutków". Zdziwiło mnie to bardzo, więc idę do mojej współlokatorki podzielić się tym odkryciem. Zuzia też stwierdziła, że to dziwne. Cóż, trzeba to sprawdzić: idziemy do kuchni i wyciągamy Szczurka[koszatniczkę Zuzi] z klatki. Odsłaniamy brzuch, a tam osiem sutków. "I znowu stek bzdur w tej cegle" - pomyślałem. Dobra, przeczytam to jeszcze raz. Otwieram moją ukochaną szarą cegłę z czerwoną kropką na odpowiedniej stronie. Jest "Koszatniczka posiada 966 - 1605 sutków*". O, jednak jakaś gwiazdka jest. No i masz! Nie doczytałem jak zawsze! "* - z czego tylko parę sutków to sutki rzeczywiste. Reszta to sutki jednokomórkowe rozsiane".
II. Szkoła czarodziejów
Stoję w szkole czrodziejów. Raczej coś w stylu Hogwartu niż jakiejś wyspy Roke. Wielki zamek. Kamienne mury. Mnóstwo korytarzy. Idę jednym z nich. Wszyscy noszą czarne szaty. Ja też. O czymś miałem pamiętać. Tylko o czym? No tak! Lekcja latania! Zapomniałbym. Skręam korytarzem w lewo i schodzę po schodach do wielkich dębowych drzwi prowadzących na błonia zamkowe. Jakaś stara wiedźma z wielką brodawą na nosie, szarą strzechą wystającą spod szpiczastej czapki i szarą cerą wykrzykuje jakieś polecenia. Olać ją! Ja przecież umiem latać. Bez czekania na sygnał wzbijam się w powietrze. Cudowne uczucie. Wiatr targa mi włosy, świat rozmazuje się w wielką tęczową smugę. Zwalniam na chwilę i patrze na te śmieszne ludziki, które nawet nie umieją posadzić dupska na miotle. Olać ich! To moja domena i nikt mi tu nie podskoczy. Latam chwilę, ale widzę, że ludzie się już zbierają. Cóż, trzeba wracać. Pikuję i po chwili jestem już na ziemi. W tłumie wielkie poruszenie - wszyscy szepczą między sobą. Mają rozszerzone ze strachu źrenice. Pytam się pierwszego z brzegu, o co chodzi. "Zaklęcia nie działają! Nawet tej starej wiedźmie nie wychodzą!" Wyciągam swoją różczkę. Próbuję rzucić klątwę na Starą Wiedźmę. Nigdy jej nie lubiłem! Co to? Z różdżki wylciał promień, ale od razu rozmył się w powietrzu. Wszyscy dookoła próbują rzucać zaklęcia. Chaotyczna kakofonia krzyków. Nikomu się nie udało.
sobota, 13 czerwca 2009
13 VI 2009
I. Krew
Mama opowiadała mi o różnych odmianach grup krwi. Krew - mówiła - może różnić się żelazoproteinami i enzymami, a nie tylko antygenami powierzchniowymi i czynnikiem Rh.
II. EEG po raz wtóry
Kumpel z Uniwerku Wrocławskiego z wielką radością oznajmił mi, że załatwił mi EEG na UWr. Mogę już z niego korzystać, kiedy mi się zachce.
piątek, 12 czerwca 2009
12 VI 2009
I. Deja vu?
Znowu sen o tworzeniu fal EEG. Potrafiłem wywołać wszystkie fale, jakie tylko mi się chciało, co bardzo dziwiło neurologów, którym dałem się zbadać.
II. Lipali
Byłem z Mojżeszem na koncercie Lipali. Był to koncert na jakimś festiwalu na świeżym powietrzu. Słoneczko świeciło, wiał lekki wietrzyk, a Lipali grało w kółko "Sen o lepszym dniu".
III. Biochemiczna genetyka
Byłem w dziwnym pomieszczeniu na katedrze genetyki. Wyglądało to jak pokój dla kilku pracowników, ale było w tym coś dziwnego - poza biurkiem bez krzesła, z komputerem stojącym na blacie, była tam duża czerwona wersalka. Była rozłożona i siedziały na niej dwie osoby: prowadzący z genetyki oraz kynolożka. Nie było żadnych krzeseł. Do pokoju wszedł dr Kotoński i stwierdził, że gość z genetyki musi iść po zakupy. Poprosił mnie, żebym sprawdził w necie najbliższy tramwaj. Jego konto jest włączone, więc mogę to teraz zrobić. Wchodzę w menu start, a tu rzeczywiście widnieje napis: "Użytkownik - Koton". Już włączyłem przeglądarkę, ale wypadła mi myszka i spadła na ziemię. Genetyk stwierdził, że nic nie szkodzi, kupi się nową. W tym momencie do pokoju weszła dziewczyna. Była bardzo wysoka, ubrana w sandały, biały top oraz różowe lniane spodnie. Genetyk zapytał: -Jak pani rośnie? Taka wysoka, a cycki takie małe!
IV. EEG po raz wtóry
To tylko fragmenty snu, który śnił mi się ciągle pomiędzy kolejnymi dzwonkami budzika, który dzwonił co 9 minut.
Szedłem z moim kumplem z klasy z gimnazjum do szpitala w celu zrobienia zawodów EEG. Wygrywa ten, który będzie miał najdłuższy REM.
11 VI 2009
10 VI 2009
I. ZSZ
Siedziałem z kumplem w samochodzie. On nagle stwierdził, że idzie do zawodówki, bo tam jest jego kres. Zacząłem go przekonywać, że nie warto sobie życia marnować, a on stwierdził, że podjął już decyzję i zapisał się na Kozielską do samochodówki.
II. Głos z nieba
W ciemnościach pojawiło się światło. W snopie niebiańskiej światłości pojawił się ośmiopak papieru toaletowego Velvet o zapachu rumiankowym, a potężny głos z nieba zagrzmiał: "Oświetlona papierem i do tego stara - to twoja stara".
III. Lamer
Jakiś dzieciak pytał mnie, co zrobić, bo zapomniał swojego internetowego adresu zamieszkania, a chce sobie założyć konto na o2.
IV. ul. Wrocławska - A5
Szedłem sobie ulicą Dunikowskiego w piękny słoneczny letni dzień. Obok mnie szedł napakowany typ ze swoją laską i mówił do niej: "Jak okrążymy te wieżowce i przejdziemy przez autostradę, to dojdziemy na przystanek".
9 VI 2009
I. (...)
II. Farbki cz. I
Byłem w środku nozy w sklepie "U Rafała" na osiedlu niedaleko mojego. Chciałem kupić farbkę o kolorze ciała w celu namalowania mojego snu erotycznego, który przyśnił mi się na początku nocy. Rafał miał pastele w kolorze ciała. Już wyciągnąłem portfel, żeby zapłacić i okazało się, że nie mam pieniędzy, bo mama pożyczyła ode mnie ostatnie 20 zł.
III. Farbki cz. II
Byłem w swoim domu w kuchni. Mama powiedziała mi, żebym zmieszał dwie żółte farbki, to może uda mi się uzyskać kolor ciała. Dała mi te farbki, a ja zacząłem próbować uzyskać zamierzony efekt. Jako że za cholerę nie wychodziło, to wziąłem od mamy kasę i pojechałem do "Rafała". Jechałem na rowerze. Było zimno. Kropiło. Wszedłem do sklepu i poprosiłem o takie farbki, które zmieszane dadzą kolor ciała. Niezawodny Rafał, zawsze ma wszystko w swoim sklepie. Tym razem miałem już pieniądze i kupiłem te farbki.
8 VI 2009
I. Drzewo
To nie dokońca sen, raczej taki prawie udane wejście w WILD, jeszcze w fazie hipnagogów.
Pochód hipnagogów ruszył jak zwykle jak lawina. Stwierdziłem, że dzisiaj daję spokój i chcę jedynie pośnić sobie i nic nie będę robił. Leciałyjeden za drugim, ale mimowolnie zacząłem je obserwować. W pewnym momencie stwierdziłem, że jeden z nich zatrzymał się i rozwinął do postaci trójwymiarowej. Płynąłem w powietrzu nogami do przodu "leżąc" na plecach. Bezkresna równina. Brunatna ziemia pokryta gdzieniegdzie kępkami trawy. Ciemne burzowe niebo. Zaraz spadnie deszcz. Spojrzałem w prawo i zobaczyłem wielkie drzewo. Wyglądało jak olbrzymia topola, ale zupełnie pozbawiona liści i taka jakby obumierająca powoli. Swierdziłem, że jak uda mi się jej dotknąć i poczuję ją dotykiem, to znaczy, że śnię. Koncentruję się i ruszam w stronę drzewa. Nie jest łatwo, bo nadal "płynę", a jakaś siła ciągnie mnie dalej w kierunku, w którym poruszałem się od początku. Niestrudzenie płynę dalej w stronę topoli. Bardzo powoli, ale się zbliżam. Udało mi się stanąć i idę, Deszcz jest coraz bliżej. Siła utrudnia sprawę. Idę. Już tylko pół metra. Wyciągam rękę... Co to? Jakaś mała jasnowłosa dziewczynka w czerwonej sukience podbiega do mnie i dźga mnie palcem w brzuch...
budzę się w wyjątkowo silnym zrywie mioklonicznym - normalnie aż podrzuciło mnie z poduszki.
II. Heroes III na PS2
Grałem z Markiem i Przemkiem z SKN w Heroes of Might and Magic III na Play Station 2. Akcja toczyła się w jakimś nieznanym mi pokoju. Stał tak brązowy skórzany fotel i wielki czarny telewizor, na którym oglądaliśmy grę. Siedzeliśmy po turecku na pstrej wykładzinie. Ja grałem Bastionem, Marek Lochem, a Przemek - Zamkiem.
III. Milionerzy i SMSy
Siedziałem w dużmym pokoju, u siebie w domu i oglądałem z mamą milionerów. Właśnie odpowiadał gość z "Nic Śmiesznego" - ten dyrektor kina, w którym Adaś puszczał pierwszy raz swój film "Zaczerpnąć dłonią", który kazał Adasiowi wyciąć sceny z penisami. Dostał pytanie: Ile domen w części stałej posiadają IgE? A: 1, B: 2, C: 3, D: 4. Program działał na ciekawych zasadach: można było wysłać SMS z odpowiedziąna specjalny numer [1,22 z VAT] i w ten sposób włączyć się do gry. Stwierdziłem, że wyślę D. Zacząłem już pisać, gdy w pasku z SMSami widzów na dole ekranu [taki jak w "Szkle Kontaktowym"] pojawiła się wiadomość dla mnie od mojego prowadzącego z immunologii. "Jest pan zwolniony z wszystkich pytań o IgE na egzaminie".
IV. Tomb Raider, Tony Hawk czy Gothic? [LD]
To już jest sen z drzemki okołopołudniowej.
Byłem Larą Croft [:D] i poruszałem się po bardzo dziwnej planszy. Wyglądało to jak wielka rampa z Tony'ego Hawka, tylko że litego kamienia upstrzonego zielonkawymi porostami. Przede mną "szczyt" ściany rampy wykończony był trzema wielkimi łukami tworząc coś w rodzaju okien bez szyb. Wszystko w grafice rodem z Tomb Raidera 2, tylko jakby w FPP[widok z oczu]. Zaczęło się od tego, że zjeżdżałem po tej rampie na stojąco, przodem do tych "okien". Z naprzeciwka biegły dwa dobermany. Wyjąłem [wyjęłam?] moje wierne spluwy i robiąc salta i ześlizgi w celu uniknięcia zębów zakończyłem ich marny żywot. Nagle okazało się, że jest jeszcze trzeci, tylko że znajduje się za moimi plecami. Pare salt i strzałów i piesek leży i nie kwiczy. Nareszcie spokój. W tym momencie pojawiły się pająki. Mnóstwo malutkich czarnych wdów, takich jak w pierwszym pomieszczeniu z pająkami na Wielkim Murze w TR2. Były bardzo małe, ale jadowite, do tego było ich bardzo dużo, więc musiałem non stop uciekać saltami i strzelać. Po chwili do towarzystwa dołączył wielki krewniak - Pełzacz z Gothika. Stwierdziłem, że widzę za mało i potrzebuję TPP[widoku zza pleców]. Bardzo, ale to bardzo dziwne uczucie: mam pełną kontrolę nad ciałem i czucie, a widzę siebie zza pleców. Pełzacz biegał równolegle do brzegu rampy, uniemożliwiając mi robienie ześlizgów, do tego był bardzo szynki, więc nie mogłem go rozwalić.
7 VI 2009
I. Tango na grillu
Byliśmy z Elą i Michałem w parku Tołpy. Był piękny słoneczny dzień, ptaszki śpiewały i wiał lekki wietrzyk. Ela stwierdziła, że trzeba zrobić grilla i że najlepiej sama go zrobi u siebie w ogródku. Mamy przekazać wszystkim, że będzie grill, każdy ma wziąć własne jedzenie i będziemy tańczyć tango.
II. Efekt cytopatyczny
Znowu pojawia się Ela. Tym razem jesteśmy w laboratorium komórkowym. Oboje siedzimy w fartuchach przy laminarze.Transfekujemy komórki i czekamy na efekt cytopatyczny, który upewni nas, że wszystko poszło dobrze. Naszym celem jest stworzenie wirusów, które będą dobrą bronią biologiczną.
6 VI 2009
I. Muchy i immunokompleksy
Śledziłem muchę. Mucha latała sobie radośnie obok krowy, która nie zwracała na nią uwagi. W pewnym momencie mucha wleciała krowie przez nos do gardła i wylądowała w żwaczu. Latały tam też inne muchy, ale ja poszedłem pod powierzchnię płynu żwaczowego. Nad powierzchnią było widać muchy a pod nią najróżniejsze cząstki, które skrzyły się feerią barw. Były jakieś cząstki pokarmowe, które były głównie żółte cząstki pokarmowe, brązowe świecące immunokompleksy oraz skrzące się krwistą czerwienią cząsteczki składnika C3 dopełniacza.
II. Rzeźnia cz. I
Mieliśmy zajęcia na rzeźni i nacinaliśmy węzły chłonne.
Ok. 4.30 zostałem obudzony[naprawdę, nie we śnie], więc korzystając z okazji postanowiłem spróbować WBTB, mimo wiedzy, że po alkoholu nie ma prawa się udać. Do 5.00 czytałem książkę[Strugaccy, "Miasto skazane" - polecam z całego serca], po czym wróciłem w sen. Oczywiście WBTB nie wyszło, ale też było ciekawie :P.
III. Rzeźnia cz. II
Z powrotem wylądowałem na zajęciach w rzeźni, lecz tym razem pamiętam więcej, a okoliczności towarzyszące były o wiele ciekawsze. Zajęcia obserwowała komisja europejska i pod ich okiem nacinaliśmy węzły chłonne i nie tylko. Przy pewnej krowie coś mi nie pasowało. Powięź poprzeczna była czerwonobrunatna, idealnie gładka i błyszcząca. Zapytałem się prowadzącego z immunologii[który tym razem występował tylko jako prowadzący z immunologii, a nie Mistrz Snów :P], co to jest. Odpowiedział: "Specjalna próba gładka. Bardzo ciekawe i rzadkie zwyrodnienie".
5 VI 2009
4 VI 2009
Prowadzący z epidemiologii opowiedział nam o nowej ciekawej teorii pochodzenia żółci. Otóż pochodzi ona z pęcherza moczowego, skąd przewierca się między tkankami po pęcherzyka żółciowego.
II. Podwodny świat, liopleurodon i układ scalony
Oglądaliśmy ze współlokatorami i ich znajomymi film. W momencie włączenia telewizora okazało się że jestem...
w środku, w filmie. Akcja toczyła się w wielkim podwodnym mieście przypominającym wielką stacjonarną łódź podwodną - coś jak z "Kuli". Było tam mnóstwo korytarzy, stalowych schodów, pokoi. Stal, rdza, mrugające sztuczne światło. Byli tam rosyjscy naukowcy - w ich rolę wcieliło się parę osób z zakładu biochemii. Oglądaliśmy film na którym pokazywali dziewczęcy tyłek, co prawda w spodniach, ale całkiem kształtny. W pewnym momencie kilku naukowców stwierdzilo, że muszą wracać na powierzchnie, więc wsiedli do [tak, tak - żółtej] łodzi podwodnej, w sumie coś pomiędzy łodzią, a jakąś kapsułą ratunkową rodem z filmów sf. W specjalnych kombinezonach wyszliśmy na dno i patrzyliśmy, jak odpływają. Nagle z dna poderwał się wielki liopleurodon, który uznał ich łódź podwodną za smakowity kąsek. Oni początkowo nie zauważyli, że właśnie od tyłu zaczyna pochłaniać ich olbrzymia rozwarta paszcza, ale w ostatniej chwili chyba do nich dotarło to, co się dzieje, dodali gazu i uciekli.
Film skończył się i położyliśmy się wszyscy do łóżek. Nagle z głębokiego relaksu wytrącił mnie krzyk. Pobiegłem w stronę źródła i zobaczyłem kumpla Błażeja z rozżarzonym do czerwoności układem scalonym wbitym w palec. Twierdził, że układ leżał na stoliku pod lustrem i on go dotknął przypadkiem. Przyszedł Błażej.
III.Wikipedia pod prądem
Mój kumpel Mojżesz stwierdził, że w jego pokoju jest jakoś pusto. Postanowił więc wypełnić wszystkie gniazdka [te z prądem] swoimi znajomymi z Wikipedii. W gniazdkach tkwili Królik z Kubusia Puchatka, Beniamin Franklin oraz wokalista feela.
3 VI 2009
Porażka. W mózgu regularny przeciąg... WILD nie wyszedł, bo byłem za zmęczony i odpłynąłem, alfa budzik też zawiódł - pewnie z tego samego powodu... Rano utrwalałem sny, pamiętałem mniej więcej trzy, lecz była to pamięć wysoce ulotna, bowiem obudziłem się w NREM. Gdy siedziałem i zapisywałem w skupieniu i wyciszeniu sny, zaczynając od pierwszego, mój współlokator brutalnie mnie otrzeźwił i wspomnienia dwóch wcześniejszych uleciały. Zachował się tylko ostatni sen, bo zdążyłem go zapisać. Cóż, verba volant scripta manent.
Okrężnica
Siedziałem w prosektorium z kumplem z grupy i dyskutowaliśmy o narządach jamy brzusznej. Największe kontrowersje wzbudzała oczywiście okrężnica[u różnych gatunków zwierząt przyjmuje ona różne kształty], więc stała się ona głównym tematem rozmowy. W pewnym momencie przyszła nasza prowadząca z anatomii, przez chwilę przysłuchiwała się naszej debacie, po czym stwierdziła, że okrężnica mięsożernych ma najmniej fantazyjne kształty.
2 VI 2009
I. Błotne jaccuzi
Dziwna impreza. Siedziałem w błotnym jaccuzi, a obok śpiewała koncert jakaś gwiazda pop o znaku zodiaku Panna. Muzyka mesza się z wesołym gwarem.
II. Nacieki na wątrobie
Kumpel z grupy pyta się mnie, czy jego odchudzanie nie spowoduje nacieków tłuszczowych na wątrobie.
Pierwsze sukcesy
27 V 2009
I. Laboratorium [LD - VILD+WILD]
Pierwszy świadomy sen, a raczej tylko udana próba złapania świadomości. Położyłem się około północy. Najpierw powolna relaksacja i wprowadzenie się w NREM1. Zaczyna się seans hipnagogów, zaczynam liczyć. Twarze, kolorki, geometria, scenki z życia. Już wtedy wiedziałem, że jednym z moich znaków sennych jest koń, a motywem - laboratorium. Jak zawsze kaskada obrazów bez ładu i składu, ale ja trzeźwo liczę i czekam. W końcu pojawiły się kafelki laboratoryjne. Myślę: STOP! Dobra, kaskada zatrzymała się na kafelkach.Ściągam je ku sobie, one zbliżają się, już są centymetr od czubka nosa, zbieram całą siłę woli i skaczę w nie. Jestem w małym labie zakładu biochemii. Unoszę ręce i widzę na nich rękawy fartucha, a na dłoniach mam gumowe rękawiczki. Cały czas trzymam świadomość. Myślę, dobra, to traz czas na test rzeczywistości: przykładam palec do wnętrza dłoni i cisnę z całej siły. Tak! Przeniknął! Udało się nareszcie! Nie wiem, czy to zbyt silne emocje, czy koszatniczka współlokatorki, która zaczęła się akurat dziko rzucać w klatce robiąc hałas na cały dom, tak, czy siak skutek prosty i smutny: obudziłem się od razu po uzyskaniu kontroli.
II. "Sen - nie sen"
Królik z Kubusia Puchatka wiózł mnie swoim pojazdem "karotka a la Karetka" z odcinka "Sen - nie sen". Jechaliśmy drogą pokrytą czerwonym pyłem unoszącym się pod kołami, po bokach drogi falowały połacie soczyście zielonej trawy, a w powietrzu unosił się zapach świeżego siana. Niebo przybierało fioletowo-granatowego koloru. Zbierało się na burzę.
28 V 2009
Bezoary
Miałem nauczyć się czegoś o bezoarach w żołądku kozy. Prof. Zawadzki z fizjologii podał mi adres jakiegoś bloga, z którego mogłem się dłużej dowiedzieć. Problemem było to, że twórcy tego bloga za cholerę nie chcieli się dzielić swoimi spostrzeżeniami, więc profesor obiecał mi, że zaraz ich wszystkich znokautuje ciosem pałką w potylicę i udostępni tą stronę. No i oczywiście obietnicę spełnił, ale okazało się, że na stronie jest za mało i muszę shydrolizować ten bezoar, żeby się lepiej nauczyć. Powiedział również, że jak się dowiedzą, że byłem na tym blogu, to mogą problemy stwarzać, ale jak coś, to się ich zbanuje.
29 V 2009
Genetyka snu
Na zajęciach z wirusologii wygłaszałem referat pt. "Genetyka snu". Fazy snu przyrównałem do faz cyklu komórkowego. Sny pączkowały, transkrybowały swoje geny na dRNA(dreamRNA), a mutacje w obrębie dRNA powodują, że każdy sen jest inny. Cała publika słodko spała, tylko dr Król słuchał bardzo uważnie.
30 V 2009
W tym momencie zaczyna się jakaś dziwna seria, w której występuje mój prowadzący z immunologii jako mój Mistrz Snu[zwany dalej Mistrzem], który wykłada mi różne dziwne metafizyczne teorie snu.
I. Współczynnik snu
Po zajęciach z immunologii zostałem w sali, czekając aż wszyscy pójdą, żeby zapytać się Mistrza o współczynnik snu. Dowiedziałem się, że jest to wielkość skalarna określająca ilość czasu, jakiej człowiek potrzebuje do przypomnienia sobie snu. Kobiety mają wyższy współczynnik snu nż mężczyźni.
II. EEG [18:25]
W sali fizjologii stał komputer, do którego podłączone były wielkie słuchawki. Ja leżałem na kozetce, a Mistrz prowadził zajęcia o EEG. W ćwiczeniach uczestniczyły tylko dwie osoby - Ela i Sylwia, a ja byłem obiektem doświadczalnym. Słuchawki miałem przyłożone do czoła, a dziewczyny miały oglądać wykres. Miałem pełną władzę nad falami mózgu: dziewczyny, teraz zrobię alfy[no i wykres pokazuje fale alfa], a teraz delta[no i pojedyncza delta na wykresie].
31 V 2009
I. Koty
Liczyliśmy z Mistrzem koty biegające po lesie w celach badawczych.
II. Pomagałem Mistrzowi w badaniach nad marzeniami sennymi. Obiektem badawczym była mała dziewczynka. Jak wychodziło się z pracowni, to lądowało się bezpośrednio w snach dziewczynki - leśna polana, cukierkowe kolory, soczyście zielona trawa, a ona skakała na skakance.
III. Sieć pajęcza
Rosyjski chemik nazwiskiem Nantokoff pokazywał mi, że umie zmieniać właściwości sieci pajęczej - robił z niej kleik.
1 VI 2009
Tu są chyba jakieś chore jazdy związane z uczeniem się na koło z fizjologii. http://pl.wikipedia.org/wiki/Chymotrypsyna
Aha, nie mam starszej siostry.
I. WILD
Prawie się udało. Przeczekałem hipnagogi licząc, liczyłem cały czas, dopóki nie znalazłem się we śnie. Szedłem jakimś obskurnym korytarzem schodzącym w dół. Miałem pełną świadomość snu, lecz niestety nie kontrolowałem swojego sennego ciała, mogłem tylko oglądać. Spotkałem mnóstwo dziwnych ludzi i rozmaiałem z nimi - też bez kontroli.
II. Chymotrypsymata
Chymotrypsymata był mędrcem w zielonej szacie z kapturem. Miał bardzo spokojny, łagodny głos. Był w moim domu. Wyszliśmy do ogródka i siedzieliśmy na progu drzwi z kuchni do ogrodu. Była ciemna bezksiężycowa noc. Niebo było usiane gwiazdami. Tłumaczył mojej mamie, że nie należy ignorować mocy gwiazd i że powinna powiedzieć mojej starszej siostrze, że nie jestem jej bratem.
III. Kriegen berauchen
Była zima, śnieg sypał bardzo gęsto. Zamieć. Jechaliśmy autostradą na narty z jakimść Brzuchatym Wąsatym Wszystkowiedzącym Wujkiem. Za szybami widać było słupy wysokiego napięcia. BWWW co chwile mówił "Kriegen berauchen"(cokolwiek miałoby to znaczyć).
IV. Impreza
Akcja toczy się w "moim" domu[wygenerowanym przez sen]. Wysoka kamienica o wysokich piętrach. Klatka schodowa jak z "Matriksa" - bardzo duża przestrzeń między krętymi schodami, podłoga wykafelkowana w czarno - białą skośną szachownicę. Mieszkanie znajduje się na czwartym piętrze. Duży pokój, w którym toczyła się impreza był straszną rupieciarnią. Ogólnie panował klimat lat 30tych. Ze starego gramofonu leciała skoczna muzyka, a ludzie tańczyli. Ze znajomych byli Mojżesz i Mati Pudło. Balowaliśmy i ogryzaliśmy kurczaki. Mati pił jakieś dziwne drinki o kolorze szampana z wielkimi bąbelkami. Wyszliśmy z Mojżeszem na papierosa na klatkę. Okazało się, że ściany są pokryte surrealistycznymi freskami namalowanymi przez niego. W pewnym momencie zaczął opowiadać gdzie i jaki fresk chce namalować. Wskazał piętro niżej i fresk idealnie zgodny z opisem pojawił się tam. W tym momencie z drzwi obok fresku wyszły dwie dziewczyny: blondynka i brunetka. Chcialy iść do nas na imprezę, więc zaprosiłem je. Rozmawialiśmy z nimi o ideach wyzwolenia seksualnego[tak, tak, lata 30ste]. Leciała muzyka, tańczyliśmy, świat wirował. W końcu wszyscy posnęli. Obudziłem się...
w swoim łóżku. Było to wielkie łoże ze sprężynowym materacem. Leżałem pod ciężką kołdrą i kocem w moim pokoju. Wstawal męczący świt. Przyszedł Mojżesz i postawił mi na moim wielkim, ciężkim dębowym biurku szklankę wody i stwierdził, że chce porozmawiać na tematy filozoficzne. Zapytał się mnie, w co ja wierzę. Odpowiedziałem: "prawdopodobnie w boga, może w seksualność człowieka, a na pewno w naukę". Wyszliśmy na papierosa, po czym Mojżesz poszedł do domu. Później przyszły te dziewczyny i zapytały: "Gdzie jest ten facet od rury wydechowej BMW?". "Mojżesz poszedł do domu" - odpowiedziałem.
Na tym koniec archiwaliów, następne sny będą się na bieżąco pojawiać codziennie.
Ulotne wizje
Nadszedł czas załamania pamięci, w sumie trzy dni wypadły mi z dziennika.
24 V 2009
Neurologiczne wczasy
Byłem w ośrodku wypoczynkowym w górach. Piękne widoki, w środku raczej peerelowski wystrój, standard ośrodka niski. Siedzieliśmy z kumplem(postać fikcyjna - ze snu) nad brzegiem jeziora i dyskutowaliśmy na temat nerwu przyśrodkowego przebiegającego wewnątrz czaszki konia(nerw również fikcyjny)
Niestety nie pamiętam dokładnie scenerii, ani dokładnego przebiegu rozmowy.
26 V 2009
Tu mi jakaś gejowska seria wypadła...
I. Równouprawnienie koni
Byłem w stadninie, po zielonej trawce hasało sobie kilka koni, głównie gniadych. Przybył właściciel, postawny chłop w kraciastej flanelowej koszuli z krzaczastym wąsem pod nosem i wielką łysiną. Wypisz, wymaluj - współczesny Piast. Zaczął mi tłumaczyć, że wszystkie te konie, to homoseksualne ogiery i on walczy o ich prawac.
II. Tinky Winky
Tak, tak przyśnił mi się fioletowy teletubiś gej z trójkątem na głowie, który tańczył w bajkowej scenerii i chciał, żebym tańczył z nim. Odpowiedziałem mu, żeby... no, oddalił się szybko i sen się skończył.
III. Stałem w banku, ściany miały kolor szmaragdowy i żyłki, jak marmur. Za szybą siedziała kasjerka i miała kasę z klawiaturą z chińskimi znakami. Miałem wstukać PIN i nie mogłem wstukać go poprawnie, ciągle się myliłem. W końcu, kiedy miałem pewność, że wstukałem dobrze, okazało się, że PIN nie działa. W tym momencie obudziłem się...
IV. we własnym łóżku. Wstałem i włączyłem kompa. Spojrzałem na pasek postępu i stwierdziłem, że ściągnęło się już 60% pliku, który miał się ściiągnąć za dwa dni. Wtedy obudziłem się naprawdę. Pasek postępu na kompie wskazywał na niecałe 10%.
Pierwsze przebłyski pamięci
17 V 2009
Mimo, że to tylko krótki przebłysk, to wyjątkowo opublikuję, jako że jest to mój pierwszy wpis do dziennika snów ;) .
Śniło mi się, że mój ojciec wypił mi prawie całą whisky, którą niedawno dostałem na urodziny.
18 V 2009
I. Oferta
Pisałem ofertę sprzedaży mojego pokoju. Spojrzałem przez okno i zobaczyłem gwiazdy. Stwierdziłem, że warto umieścić w ogłoszeniu, jakie konstelacje widać z tarasu. Wyszedłem na taras, zapaliłem papierosa i spojrzałem w niebo. Aha, widać wielki wóz, byka, lutnię oraz biegnącego wojownika z wężem.
II. Zbroja
Znajdowałem się w dziwnym pomieszczeniu na planie litery L z mnóstwem niskich komód z szufladami. Pod ścianą stała kiczowata ozdobna zbroja z białym pióropuszem na hełmie. Wyglądała prawie identycznie jak zbroje znajdujące się w domu Lary Croft w TR2. W pomieszczeniu był jakiś człowiek w brązowej marynarce i czarnym meloniku. Powiedziałem mu, że wiem, w której szufladzie znajdją się narzędzia po kastracji ducha.
19 V 2009
Tylko jeden sen, z którego pamiętam więcej niż symbol:
Byliśmy na korytarzu głównym mojej uczelni przy stołówce, nie pamiętam dokładnie, kto ze mną był, ale byli to jacyś realni znajomi. W pewnym momencie podszedł do mnie Marek, prezes koła naukowego OrgChem, do którego należę i powiedział, że dostaliśmy 40% refundacji od rektora za nasz rajd integracyjny(co się poniekąd później sprawdziło).
20 V 2009
Tu też biednie, jeden sen i to krótki:
Próbowałem nakarmić konia przy użyciu pipety automatycznej.
21 V 2009
I. Mastitis
Wchodzę do laboratorium komórkowego w zakładzie biochemii, patrzę, a tam przy laminarze siedzi Kamila, moja kumpela z grupy i patrzy na moją płytkę z hodowlami komórkowymi. Pyta się mnie: "Ile dałeś po trypsynizacji?", ja na to "10 mikrolitrów", na co ona ironicznym głosem odpowiada: "OK, a mniej nie można?". Obok laminaru stoi krowa. Kamila doi ją do blaszanego wiadra i pobiera komórki ze strzyku w celu wyprowadzenia linii komórkowej "Mastitis"(zapalenie wymienia).
II. Klawisze
Moja komórka była prostokątna, z podłużnym, poprzecznym ekranem i miała duże klawisze, wielkości klawiszy na klawiaturze komputerowej. Na klawiszach widniały jakieś dziwne symbole, ale ja wiedziałem, że oznaczają one "Wilczy Pająk" gdzy się je po kolei naciskało, to wygrywały one sztucznymi, elektronicznymi komórkowymi dźwiękami kawałek "Jazda Lucyfera" Wilczego Pająka.
Witam
W blogu tym będę zamieszczał opisy moich snów począwszy od 17 maja, kiedy to zacząłem prowadzić dziennik snów. Pominę nieznaczne, jednozdaniowe przebłyski pamięci, ponieważ nie jest to nic szczególnie ciekawego ;) . Podczas przeciętnego 6-godzinnego snu mamy trzy lub cztery fazy REM, a w każdej z nich występują marzenia senne. Od początku dążę do zapamiętania wszystkich czterech snów z nocy, lecz wychodzi mi to z różnym skutkiem :P . Ostatnio zacząłem stosować technikę alfa-budzika(wybudzanie się pod koniec fazy REM), co znacznie poprawiło moją umiejętność zapamiętywania snów. Próbuję również uskuteczniać przeróżne techniki świadomego śnienia, na razie, ze względu na burzliwą część roku akademickiego stosuję takie, które nie ingerują w cykl snu, głównie VILD oraz WILD(stąd nazwa bloga). Przy każdym świadomym śnie, lub choćby jego przebłysku, dodam przy tytule notkę LD(Lucid Dream) oraz akronim techniki użytej do jego wywołania(jeżeli będę manipulował przy śnie, spontaniczne świadome sny będą oznaczone po prostu LD). Dobra, wiem, ględzę strasznie na wstępie, więc może przejdę już do rzeczy.
Witam w moim poplątanym, surrealistycznym świecie!