poniedziałek, 15 czerwca 2009

15 VI 2009

Wszystko zaczyna się od działki Cebula. Siedziałem sobie spokojnie z Cebulem i Baniolem na wspomnianej działce. Piękny letni dzień, złote popołudnie chciałoby się rzec. Był jakiś "rodzinny" grill. W pewnym momencie przyszedł jakiś gość. Miał tak nijaką fizjonomię, że mimo to, że pamiętam każdy szczegół snu, jego wyglądu nie pamiętam. Może miał Pantaleona[patrz: A. Sapkowski, "Lux Perpetua"]. Nasz szary jak myszka przybysz pzyszedł, żeby zrobić nam pokaz pirotechniczny. Przyglądałem się uważnie jak wsadza jakąś kulę z lontem do rury z rynny podpartej rozwidlonym patykiem. Podpala lont. Mam jakieś dziwne rzeczcie, że to się jakoś nieprzyjemnie skończy... Nie pomyliłem się, w kłębach dymu, wyniesiona w powietrze pióropuszem ognia kula leci parabolicznie prosto do ogródka sąsiadów. Ogień momentalnie zajął suchy trawnik. W mgnieniu oka cała posesja zajęła się ogniem. Wszyscy zaczęli panicznie biegać we wszystkich kierunkach i wyciągać z domku swoje rzeczy, by z nimi pod pachą uciec. Nie wiem, co robić. Panuje totalny zamęt. Z domku wybiega ojciec Cebula. Średniego wzrostu, grubszy facet z brązowym wianuszkiem włosów wokół wielkiej łysiny[w rzeczywistości ojciec Cebula wygląda inaczej]. Jest cały spocony i już chce uciekać na rowerze. Zatrzymuję go i pytam, co ze mną. "Coś się wymyśli" - odpowiada. Znika w domku. Po chwili wychodzi z siekierą i jakimś krzesłem w częściach. Z klapy w podłodze wyłania się Ela i mówi, że szykuje się świetna impreza. Nie wiedzieć czemu, znam to miejsce, mimo że nie powiedziała, gdzie to ma być. Za pomocy siekiery udało mu się zbić z tych części białe krzesło z oparciem i umocować je na ramie roweru. Siadam na krześle. Działka sąsiada płonie. Pędzimy rowerem w zawrotnym tempie.
Impreza była na łące, pośrodku której stał budynek wyglądający jak Carrefour koło Centaura. Była tam też gotycka katedra. Na imprezie byli Maciuś, Gruby, Gustlik i Kurczak oraz jakiś nażelowany carnowłosy solar w niebieskiej koszulce. No i Ela, która rozkręcała imprezę. Grillowaliśmy i piliśmy piwo.Zaczęliśmy walczyć. Polegało to na tym, że najpierw biliśmy się na zielonej trawce, a potem jak przeciwnik był wykończony, to trzeba było wepchnąć go do przedsionka katedry i tłuc potylicą o kamienne schody. Odczucia w walce były normalne, jak się oberwało, to bolało, jak się dostało w staw, to się kulało itd., jednak po walce wszyscy byli cali i zdrowi, niezależnie ile razy zebrało się potylicą o schody. Byłem mistrzem w tym turnieju. Najpierw rozwaliłem solara, bo mnie drażnił strasznie, potem o dziwo pokonałem Grubego. Następni byli Gustlik i Kurczak. Po walce z kurczakiem zauważyłem jakieś dziwne ruchy na górnym piętrze carrefouropodobnego budynku. Wszedłem na górę po schodach i otworzyłem drzwi do pokoju. Było strasznie ciemno. Gołe ściany. Drewniana podłoga. Na podłodze stało mnóstwo pustych glinianych doniczek. W pokoju był jakiś koleś w czarnym płaszczu, opasce na oczach i kapeluszu. Dodaj szpadę u boku i masz Zorro. Poza Zorro w pokoju był nasz znajomy nijaki piroman. Patrzę, a tu z jednej doniczki wystaje dziwnie znajoma kula z lontem. Biegnę szybko w stronę tej doniczki, ale piroman zastępuje mi drogę. Co się będzie stawiał - za włosy gnoja i przewracam doniczkę do góry nogami. Piroman zdążył jednak jakimś cudem zapalić lont. "Będzie grząsko" - pomyślałem zwiewając co sił w nogach z budynku. Zaraz za mną ulotnili się Zorro i piroman gonieni przez kłęby czarnego dymu. Piroman wskoczył na rower i chciał zwiewać z miejsca zdarzenia, ale ja już byłem porządnie zły na "wielkiego pirotechnika", więc na pożegnanie przedstawiłem mu schodki w katedrze. Turniej trwał dalej. Przede mną już tylko walka z Maciusiem. Szło mi wyjątkowo gładko, bo Maciuś był już nieźle spity. Kiedy zawlokłem go do katedry, wyśmiał mnie, bo miał za krótkie włoski, żeby za nie złapać w celu wykonania "schodkowego fatality". W końcu się udało i walka zakończyła się dla mnie zwycięstwem. Wyszedłem z Maciusiem z katedry i podbiła Ela w celu spisania końcowych wyników turnieju.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

 
monitoring pozycji