piątek, 12 czerwca 2009

Pierwsze sukcesy

27 V 2009

I. Laboratorium [LD - VILD+WILD]

Pierwszy świadomy sen, a raczej tylko udana próba złapania świadomości. Położyłem się około północy. Najpierw powolna relaksacja i wprowadzenie się w NREM1. Zaczyna się seans hipnagogów, zaczynam liczyć. Twarze, kolorki, geometria, scenki z życia. Już wtedy wiedziałem, że jednym z moich znaków sennych jest koń, a motywem - laboratorium. Jak zawsze kaskada obrazów bez ładu i składu, ale ja trzeźwo liczę i czekam. W końcu pojawiły się kafelki laboratoryjne. Myślę: STOP! Dobra, kaskada zatrzymała się na kafelkach.Ściągam je ku sobie, one zbliżają się, już są centymetr od czubka nosa, zbieram całą siłę woli i skaczę w nie. Jestem w małym labie zakładu biochemii. Unoszę ręce i widzę na nich rękawy fartucha, a na dłoniach mam gumowe rękawiczki. Cały czas trzymam świadomość. Myślę, dobra, to traz czas na test rzeczywistości: przykładam palec do wnętrza dłoni i cisnę z całej siły. Tak! Przeniknął! Udało się nareszcie! Nie wiem, czy to zbyt silne emocje, czy koszatniczka współlokatorki, która zaczęła się akurat dziko rzucać w klatce robiąc hałas na cały dom, tak, czy siak skutek prosty i smutny: obudziłem się od razu po uzyskaniu kontroli.

II. "Sen - nie sen"

Królik z Kubusia Puchatka wiózł mnie swoim pojazdem "karotka a la Karetka" z odcinka "Sen - nie sen". Jechaliśmy drogą pokrytą czerwonym pyłem unoszącym się pod kołami, po bokach drogi falowały połacie soczyście zielonej trawy, a w powietrzu unosił się zapach świeżego siana. Niebo przybierało fioletowo-granatowego koloru. Zbierało się na burzę.

 

28 V 2009

Bezoary

Miałem nauczyć się czegoś o bezoarach w żołądku kozy. Prof. Zawadzki z fizjologii podał mi adres jakiegoś bloga, z którego mogłem się dłużej dowiedzieć. Problemem było to, że twórcy tego bloga za cholerę nie chcieli się dzielić swoimi spostrzeżeniami, więc profesor obiecał mi, że zaraz ich wszystkich znokautuje ciosem pałką w potylicę i udostępni tą stronę. No i oczywiście obietnicę spełnił, ale okazało się, że na stronie jest za mało i muszę shydrolizować ten bezoar, żeby się lepiej nauczyć. Powiedział również, że jak się dowiedzą, że byłem na tym blogu, to mogą problemy stwarzać, ale jak coś, to się ich zbanuje.

 

29 V 2009

Genetyka snu

Na zajęciach z wirusologii wygłaszałem referat pt. "Genetyka snu". Fazy snu przyrównałem do faz cyklu komórkowego. Sny pączkowały, transkrybowały swoje geny na dRNA(dreamRNA), a mutacje w obrębie dRNA powodują, że każdy sen jest inny. Cała publika słodko spała, tylko dr Król słuchał bardzo uważnie.

 

30 V 2009

W tym momencie zaczyna się jakaś dziwna seria, w której występuje mój prowadzący z immunologii jako mój Mistrz Snu[zwany dalej Mistrzem], który wykłada mi różne dziwne metafizyczne teorie snu.

I. Współczynnik snu

Po zajęciach z immunologii zostałem w sali, czekając aż wszyscy pójdą, żeby zapytać się Mistrza o współczynnik snu. Dowiedziałem się, że jest to wielkość skalarna określająca ilość czasu, jakiej człowiek potrzebuje do przypomnienia sobie snu. Kobiety mają wyższy współczynnik snu nż mężczyźni.

II. EEG [18:25]

W sali fizjologii stał komputer, do którego podłączone były wielkie słuchawki. Ja leżałem na kozetce, a Mistrz prowadził zajęcia o EEG. W ćwiczeniach uczestniczyły tylko dwie osoby - Ela i Sylwia, a ja byłem obiektem doświadczalnym. Słuchawki miałem przyłożone do czoła, a dziewczyny miały oglądać wykres. Miałem pełną władzę nad falami mózgu: dziewczyny, teraz zrobię alfy[no i wykres pokazuje fale alfa], a teraz delta[no i pojedyncza delta na wykresie].

 

31 V 2009

I. Koty

Liczyliśmy z Mistrzem koty biegające po lesie w celach badawczych.

II. Pomagałem Mistrzowi w badaniach nad marzeniami sennymi. Obiektem badawczym była mała dziewczynka. Jak wychodziło się z pracowni, to lądowało się bezpośrednio w snach dziewczynki - leśna polana, cukierkowe kolory, soczyście zielona trawa, a ona skakała na skakance.

III. Sieć pajęcza

Rosyjski chemik nazwiskiem Nantokoff pokazywał mi, że umie zmieniać właściwości sieci pajęczej - robił z niej kleik.

 

1 VI 2009

Tu są chyba jakieś  chore jazdy związane z uczeniem się na koło z fizjologii. http://pl.wikipedia.org/wiki/Chymotrypsyna

Aha, nie mam starszej siostry.

I. WILD

Prawie się udało. Przeczekałem hipnagogi licząc, liczyłem cały czas, dopóki nie znalazłem się we śnie. Szedłem jakimś obskurnym korytarzem schodzącym w dół. Miałem pełną świadomość snu, lecz niestety nie kontrolowałem swojego sennego ciała, mogłem tylko oglądać. Spotkałem mnóstwo dziwnych ludzi i rozmaiałem z nimi - też bez kontroli.

II. Chymotrypsymata

Chymotrypsymata był mędrcem w zielonej szacie z kapturem. Miał bardzo spokojny, łagodny głos. Był w moim domu. Wyszliśmy do ogródka i siedzieliśmy na progu drzwi z kuchni do ogrodu. Była ciemna bezksiężycowa noc. Niebo było usiane gwiazdami. Tłumaczył mojej mamie, że nie należy ignorować mocy gwiazd i że powinna powiedzieć mojej starszej siostrze, że nie jestem jej bratem.

III. Kriegen berauchen

Była zima, śnieg sypał bardzo gęsto. Zamieć. Jechaliśmy autostradą na narty z jakimść Brzuchatym Wąsatym Wszystkowiedzącym Wujkiem. Za szybami widać było słupy wysokiego napięcia. BWWW co chwile mówił "Kriegen berauchen"(cokolwiek miałoby to znaczyć).

IV. Impreza

Akcja toczy się w "moim" domu[wygenerowanym przez sen]. Wysoka kamienica o wysokich piętrach. Klatka schodowa jak z "Matriksa" - bardzo duża przestrzeń między krętymi schodami, podłoga wykafelkowana w czarno - białą skośną szachownicę. Mieszkanie znajduje się na czwartym piętrze. Duży pokój, w którym toczyła się impreza był straszną rupieciarnią. Ogólnie panował klimat lat 30tych. Ze starego gramofonu leciała skoczna muzyka, a ludzie tańczyli. Ze znajomych byli Mojżesz i Mati Pudło. Balowaliśmy i ogryzaliśmy kurczaki. Mati pił jakieś dziwne drinki o kolorze szampana z wielkimi bąbelkami. Wyszliśmy z Mojżeszem na papierosa na klatkę. Okazało się, że ściany są pokryte surrealistycznymi freskami namalowanymi przez niego. W pewnym momencie zaczął opowiadać gdzie i jaki fresk chce namalować. Wskazał piętro niżej i fresk idealnie zgodny z opisem pojawił się tam. W tym momencie z drzwi obok fresku wyszły dwie dziewczyny: blondynka i brunetka. Chcialy iść do nas na imprezę, więc zaprosiłem je. Rozmawialiśmy z nimi o ideach wyzwolenia seksualnego[tak, tak, lata 30ste]. Leciała muzyka, tańczyliśmy, świat wirował. W końcu wszyscy posnęli. Obudziłem się...

                                                                                                                     w swoim łóżku. Było to wielkie łoże ze sprężynowym materacem. Leżałem pod ciężką kołdrą i kocem w moim pokoju. Wstawal męczący świt. Przyszedł Mojżesz i postawił mi na moim wielkim, ciężkim dębowym biurku szklankę wody i stwierdził, że chce porozmawiać na tematy filozoficzne. Zapytał się mnie, w co ja wierzę. Odpowiedziałem: "prawdopodobnie w boga, może w seksualność człowieka, a na pewno w naukę". Wyszliśmy na papierosa, po czym Mojżesz poszedł do domu. Później przyszły te dziewczyny i zapytały: "Gdzie jest ten facet od rury wydechowej BMW?". "Mojżesz poszedł do domu" - odpowiedziałem.

 

Na tym koniec archiwaliów, następne sny będą się na bieżąco pojawiać codziennie.

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

 
monitoring pozycji