Gniew i wstyd
Prowadzę warsztaty na temat hipnozy w jakiejś kaplicy na cmentarzu. Niestety słuchacze[moi znajomi z przerfóżnych kręgów, niestety nie pamiętam, kto dokładnie] nie zwracają na mnie w ogóle uwagi, co doprowadza mnie do szału.Obrażony wychodzę z kaplicy i spaceruję po cmentarzu. Wchodzę do jakiejś szkoły. Podchodzi do mnie jakiś chłopiec w wieku podstawówkowym. Mówi, że jest kumplem[nie pamiętam, kogo]. Czuję się strasznie obrażony. Uderzam go mocno. Dopiero po chwili dociera do mnie, co zrobiłem. To tylko mały chłopiec i na pewno nie chciał mnie urazić. Przepraszam go i przytulam. Prowadzę do sali obok, chyba informatycznej, gdzie na komputerach przedstawiam mu historię death metalu. Wychodzę ze szkoły i wsiadam do fabii. Jadę w stronę Billi. Na wysokości tunelu wiodącego na perony parkuję i wysiadam, by iść pieszo do Billi. Podchodzi do mnie dwóch drechów z filiżankami, na których widnieje Union Jack. Mówią, że mają w nich herbatę na wódkę i proszą, żebym spróbował. Mówi, że nie piję, bo prowadzę. Słyszę coś w stylu "pij albo wpierdol" i juz wiem, że mam wypić herbatę, żeby oni mogli tam wódy nalać. Jeden z nich dzierży absolwenta. Uskakuję w bramę i wyciągam z tamtąd moją dawno nie używaną beżową kurtkę zimową. Chowam się za nią i uciekam do fabii. Ku mojemu zdziwieniu, w samochodzie siedzi chłopiec, którego uderzyłem wcześniej. Zakładam panel radia i odjeżdżam.
poniedziałek, 19 lipca 2010
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz