sobota, 13 marca 2010

Archiwalia vol. 3

Wiem, strasznie zapuściłem bloga. Mógłbym kolejny raz napisać, że od dzisiaj będę już regularnie umieszczał tu moje sny, lecz nie zrobię tego. Primo: mam cholernie mało czasu w tym semestrze. Secundo: mój umysł nie pozbierał się jeszcze po sesji do stadium zrozumienia, że warto by wrócić do zapamiętywania snów i odzyskiwania świadomości w snach. Najszybciej, jak to jest możliwe zamierzam sprostować to przy użyciu hipnozy, lecz póki co, nie udaje nam się zgadać na sesyjkę. Dobra, koniec pieprzenia bzdur, czas opisać sny.

7 II 2010
Kontrola

Idziemy pieszo na Grunwald. Jest piękny letni dzień. Jestem z Jasiem, Ziotrem i Misią. Prowadzimy jakiegoś czarnego psa. Jak zwykle, musimy przejść przez długi futurystyczny budynek, w którym zahaczamy o bufet, gdzie jem trójkątną kanapkę. Tam jakaś kobieta mówi nam, jak możemy przemycić różne rzeczy na Grunwald. Idziemy dalej pylistą drogą. Mijamy skałę z pięknym wodospadem, obok niej stoi katedra. Dopiero po jakimś czasie orientujemy się, że mieliśmy wziąć z katedry smycz i kaganiec dla psa. Trudno, będzie trza się obejść bez. Na granicy jest długa kolejka do budynku kontroli celnej. W końcu wpuszczają naszą grupę. Wchodzimy do środka i rozchodzimy się po całym budynku. Pytam parę osób, którędy na Grunwald. Każdy odpowiada inaczej i wskazuje inne schody. Po jakimś czasie udaje mi się znaleźć właściwe, kręte schody na Grunwald. Niestety dolne stopnie są sterowane przez jakiegoś faceta, który upiera się, że ich nie wysunie, dopóki wszyscy nie zostaną przeszukani. Wracam do Jasia. Pies nie przejdzie, bo nie ma smyczy i kagańca. Najprawdopodobniej tu zdechnie. Ma miseczkę z kranikiem.

8 II 2010
Impreza u Czadża

Jestem w jakimś pokoju w domu Czadża. Jest tu mnóstwo sprzętu muzycznego. Przyniosłem mały dziesięciowatowy piecyk i pogrywam sobie. Wszyscy zgodnie wyśmiali "piecyczek". Wkurzony podłączyłem się do studwudziestowatowego potwora, którego rozkręciłem na pełną moc. Doszło jeszcze parę osób, pograliśmy chwilkę, po czym poszliśmy chlać do "pokoju Czadża". Był tam jeden koleś, który niezbyt przypadł mi do gustu. Zasugerowałem "małą pogawędkę w pokoju ze sprzętem" i wyszliśmy. Uderzył mnie w ucho i powiedział, że nie odważę się uderzyć go w twarz. Zacząłem widzieć na czerwono. Powaliłem gościa na ziemię i zacząłem okładać po głupiej gębie. Jak mi już ulżyło, to wstałem i wróciłem do chlania. Później w pokoju ze sprzętem wspomniany koleś próbował zagrać na garach "Breed" Nirvany przy użyciu czterech pałek. Wyśmialiśmy go. Jeden koleś poinformował naszego wspaniałego kolegę, że "Breed" gra się dwoma pałeczkami trzymanymi prawie pionowo, co umożliwia śpiewanie do nich. Siadł za garami i zademonstrował.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

 
monitoring pozycji