czwartek, 18 lutego 2021

18.02.2021

 Gigant

Pokłóciłem się z rodzicami i uciekłem z domu - w swoim kierunku. Trafiłem do Sufczyna. Na Zagórzu, w altance, siedzi babcia i przyjmuje mnie na nocleg. Nie dzwonię do rodziców - to oni mają się zainteresować, a nie ja. Okazuje się, że zapomniałem wziąć ze sobą swoich tabletek na spanie - muszę iść do "centrum rozrywkowego" w Sufczynie na dziedzińcu (takim jak w zamku średniowiecznym) - są tam sklepy, knajpy, no i punkt apteczny. Wchodzę tam, żeby zrealizować receptę... No właśnie, nie mam recepty. Jednak będę musiał zadzwonić do mamy, żeby mi e-receptę wystawiła. Wychodzę przez tylne przeszklone drzwi i spotykam tam K. i M. - lubią tu czasem wpaść. Jak się okazało, załatwili tutaj rozbiórkę swojego starego mieszkania w kamienicy - żeby było śmieszniej, to u mojej rodziny - "ratowników". Idziemy razem i po paru metrach trafiamy na moją kuzynkę i kuzyna, którzy tu mieszkają. Zapraszają nas na kolację i idą w swoją stronę. Ja próbuję sobie przypomnieć drogę do nich. Błądzimy wśród świń i kur. K. pyta, czy ja w ogóle wiem, gdzie oni mieszkają. Odpowiadam, że oczywiście i po chwili jesteśmy na miejscu. Trwa tam właśnie spotkanie do zimowej wyprawy w Beskid Sądecki. Kuzynka rozdaje bransoletki i liofilizaty keto. Biorę ją na stronę i proszę, żeby pożyczyła mi pieniądze. Wyciąga 200 zł. Nie potrzebuję aż tyle, ale dziękuję jej bardzo. Dziękuję też za to, że liofilizaty są keto. Wracamy na salę. Dziewczyny oddają mi swoje bransoletki.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

 
monitoring pozycji