Tak, wiem, opuściłem się... Mam sporo do napisania, ale nie mam kiedy to zrobić. Dzisiejsze wrażenia jednak są na tyle mocne, że nie mogę się powstrzymać.
Po powrocie z hipnotycznej sesji mającej na celu pomóc mi z bezsennością pouczyłem się jeszcze godzinkę i położyłem spać.
Stwierdziłem, że nie włączam dzisiaj alfa-budzika. Otworzyłem drzwi do wspólnego świadomego śnienia. Naładowałem się energią LD. Dość długo zasypiałem, ale w końcu udało mi się stracić świadomość i wkroczyć w krainę Morfeusza. Później jednak zaczęły się dziać dziwne rzeczy...
Into the WILD
Odzyskałem świadomość, kiedy zaczął wkraczać paraliż. Pisk urósł do dość nieznośnego natężenia, poczułem wibracje całego ciała i wtedy zaczęło się. Złapał mnie potworny szczękościsk. Myślałem, że zaraz sobie zęby połamię. Kończyny zrobiły się ciężkie i bezwładne.
Postanowiłem zaatakować brutalnie i po prostu zerwać się sennym ciałem do pozycji siedzącej. Usiadłem, lecz niestety zrobiło to ciało fizyczne. Cóż, wracam do snu.
Pisk, wibracje, szczękościsk, paraliż. Poczułem, że opadam - przez łóżko, jakby w ogóle go nie było.
Postanawiam skoncentrować się maksymalnie, mobilizuję całą swoją siłę woli...
Otwieram oczy. Jestem we własnym łóżku. Przestałem opadać. Wstaję. Zaciskam nos. Mogę oddychać! Próbuję zapalić światło pstryknięciem(chcę wyostrzyć wzrokowo, ale mało widać w ciemności, a włącznik światła jest od zewnętrznej strony pokoju). Nie udaje się. Upewniam się parę razy poprzez "nosowe RT", że to na pewno sen. Głupio byłoby obudzić pół domu. Bez wątpienia - to jest sen! No to mogę wrzasnąć. KONTROLA!!! KONTROLA!!! KONTROLA!!! Tracę równowagę. Upadam. Znów próbuję zapalić światło. Porażka. Dobra, to lecimy na dotyk. Kładę dłoń na dywanie i gładzę go. Czuję jego fakturę...
...widzę "łóżkowe otoczenie". RT pozytywny. Wywaliło mnie...
Zamykam oczy. Pisk, wibracje, szczękościsk, paraliż, opadanie, koncentracja. Wstaję. RT negatywny. Robię dwa kroki i pstryknięciem zapalam lampę. Pali się bardzo przyćmionym światłem. Upadam. Lampa gaśnie. Pocieram dłonie, koncentruję się, widzę...
...półkę nad łóżkiem. @^%$^$#, znowu!
Zamykam oczy. Pisk, wibracje szczękościsk. Zaczynam się zastanawiać, co zrobić, żeby nie uszkodzić sobie zębów, zmieniam lekko położenie żuchwy w celu zmiany miejsca obciążenia. Paraliż, opadanie.
Wstaję. RT(-). Zaczynam wirować koncentrując się na obrazie plaży. Upadam na podłogę...
...otwieram oczy w łóżku. %$^@$%%$&@&!!!
Zamykam oczy. Pisk, wibracje szczękościsk. Przypomina mi się scena z "Dnia świra", gdzie dentysta mówi Adasiowi, że powinien nosić ochronną szynę na zęby na noc. Chyba też muszę sobie taką sprawić... Paraliż, opadanie. A może tym razem zrobię "OBE"? Wizualizuję sobie "wyjście poza ciało". Rzeczywiście, jestem czymś bezcielesnym. Niestety widoczność jak w ciemnych okularach w nocy. Udało mi się "przelecieć" może ze dwa metry...
...po to tylko, żeby obudzić się w łóżku. Zaczyna mnie to męczyć. Co mi zależy, takie warunki nie zdarzają się na co dzień! Zamykam oczy.
Pisk, wibracje, szczękościsk, opadanie. Wstaję. RT(-). Przypominam sobie, jakie techniki ostrzenia były opisane na Lucidipedii. Dobra, próbujemy.
Od tego momentu znowu parę razy wywaliło mnie do chwili na sekundy przed paraliżem. Próbowałem ostrzyć i utrzymać się na wszelkie możliwe sposoby. Raz udało mi się aż do kuchni.
Łączna liczba WILDów licząc od pierwszego opisanego powyżej wyniosła dwanaście.
Po ostatnim straciłem świadomość do momentu, kiedy zorientowałem się, że...
Into the MLD [DILD]
...idę schodami na jakiejś obskurnej klatce schodowej. To jest sen! Zatykam nos. Mogę oddychać! Dobra, to teraz wbijam się do Psajko. Wchodzę do pierwszego lepszego mieszkania. Jest to jakaś obskurna speluna. W środku jest jakiś zarośnięty koleś. Coś tam gada, ale olewam go - teraz czas na ważniejsze rzeczy niż sprzeczanie się(pewnie jak zwykle o to, czy to jest sen, czy nie). Biorę pierwszy lepszy klucz z komody, która stoi obok i wydrapuję na drzwiach o strony mieszkania symbol Wspólnego Świadomego Śnienia. Myślę "Psajko" i otwieram drzwi. Znowu ta sam klatka. Tylko troszkę inna. Jest jakaś subtelna różnica. Klatka wygląda, jakby była taka... niestabilna. Wychodzę na zewnątrz...
[Ta część snu ze względu na eksperyment nie zostanie udostępniona, dopóki Psajko nie sięgnie pamięcią do swojego snu w tym czasie]
Budzę się we własnym łóżku w domu w Gliwicach. Wstaję i idę do dużego pokoju. Zaraz! Nie dość, że coś mi tu nie pasi, to przecież już wróciłem do Wrocławia po Nowym Roku! To jest sen! Dobra, to wbijam się z powrotem do Psajko po tym, jak mnie wywaliło. Biorę jakiś długopis. Drzwi do dużego pokoju są pobazgrane oczojebnymi markerami - różowym i niebieskim. Próbuję nakreślić symbol WŚŚ, ale nie widać go za cholerę. Wracam do kuchni. Stary coś ode mnie chce. Mówi, że coś muszę. Odpieram, że nic nie muszę, bo to mój sen. No i standardowo - "jasne, jasne, już ci się w głowie miesza itp. itd.". Nie chce mi się tracić czasu na tradycyjną donikąd prowadzącą sprzeczkę, więc olewam go. Biorę z koszyczka na stole dziwnego trójkolorowego markera. To nim prawdopodobnie zostały pobazgrane drzwi, prawdopodobnie przez moją siostrę, więc powinno go być widać. Wracam do pokoju i otwieram markera. Otworzył się żółty. Kreślę, znak, ale w ogóle go nie widać. Otwieram niebieski, ale w tym natłoku niebieskiego też go nie widać. Dobra, zmazuję ręką bohomazy i otwieram różowy. No! Teraz widać pięknie. Budzę się.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Hej- widze że nie tylko ja odwiedzałem psajko we śnie- jak u was? z sukcesem? pozdrawiam śniącego;)
OdpowiedzUsuńsalvador