Ucieczka z kotami
Uciekam gdzieś ze starymi. Ukrywamy się. Przemieszczamy się z kościoła do kościoła, by wraz z naszymi czterema kotami kryć się w ciemnych zakamarkach. W pewnym momencie lądujemy u znajomych w Krakowie. Po wejściu do ich mieszkania przechodzi się przez korytarzyk, do którego uchodzą gazy spalinowe z pieca, więc należy oddychać przez szmaty. Możemy nocować u nich. Śpię w jednym z pokoi z kotem, który przypomina tchórzofretkę. Jest dość agresywny, ale da się to przeżyć. Później znajdujemy schronienie w jakimś kościele. Śpię w szafie, a w telewizji puszczają film, w którym jednym z głównych bohaterów jest Nergal.
Jaranie i pokoje
Jestem w jakimś ośrodku wczasowym z Mojżeszem i kilkoma „znajomymi”. Mojsy stary przyniósł nam jakieś roślinki do jarania, a ja kupiłem w Dopalaczach jakiś dodatek do tego – rzekomo poprawiający smak oraz działanie. Łazimy po ośrodku szukając miejsca, gdzie możemy to spalić oraz samych ziółek, które wiecznie się gubiły. W końcu znaleźliśmy odpowiedni pokój. Gdy już mamy zacząć jarać, do pokoju wchodzi jakaś kobieta z kuflem pełnym herbaty. Mówi „O, przepraszam i wychodzi zostawiając herbatę na podłodze. Podnoszę kufel i zanoszę właścicielce. Wreszcie możemy spokojnie zajarać.
Pojedynek
Jestem na wakacjach nad jeziorem. Idę ze znajomymi nad wodę na konkurs skoków do wody. Płyniemy na drugi koniec jeziora, gdzie mają odbyć się zawody. W pewnym momencie atakuje mnie kaczka. Nurkuję. Płynę blisko dna, obserwując glony w jasnym świetle słońca. Wynurzam się na plaży, gdzie stoi budka z różnymi przekąskami. Zamawiam gofra z dżemem malinowym i bitą śmietaną. Po chwili dostaję go. Jest wyśmienity – zamawiam drugiego, ale muszę już na niego zaczekać. W tym czasie zaczyna się strzelanina. Jakiś koleś w brązowym garniturze, ciemnych okularach z włosami zaczesanymi na brylantynie mówi mi, żebym wracał do miasta drogą lądową, bo zaraz zacznie się sztorm i powrót wodą będzie niemożliwy. Idę w stronę baru. Dostaję tam złote pucharki z zielonymi gobbosami[takimi jak w grze Croc, ale zielonymi]. W tym momencie ląduję w jakimś wielkim kamiennym pomieszczeniu. Mam pokonać jakąś monstrualną bestię, która jest dwa razy wyższa ode mnie. Chowam się za kolumnami przed jej pociskami, po czym uciekam do pomieszczenia obok. Gdy wracam , do bestii dołącza jeszcze dwóch wrogów, stoją w szpalerze i strzelają do mnie. Zabijają mnie. Sytuacja się powtarza, znowu, bestia, pokój obok, dwóch nowych i śmierć. Znów jestem sam na sam z bestią. Biegnę do pomieszczenia obok. Widzę wąski korytarz. Wiem, że wychodzi on wprost na zaczajoną bestię. Mam jeden pocisk do railguna. Mierzę w korytarzyk i strzelam. Wybiegam z pomieszczenia. Oczywiście do bestii dołączyli koledzy. Chowam się za filarem. Wybiegam. „Wykres kołowy” z liczbą punktów życia bestii wskazuje na to, że pocisk z railguna trafił, gdzie miał. Rżnę z karabinka, aż potwór pada. Ląduję na jakimś strychu, gdzie czeka na mnie skrzynia ze złotymi pucharami wypełnionymi zielonymi gobbosami.
poniedziałek, 23 listopada 2009
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz