Vader i policja
Jestem u siebie w Żernikach. Wychodzę z domu i idę w stronę sklepu, lecz w środku nie ma sklepu, tylko laboratorium. Jest w nim Marta i właśnie przeprowadza jakiś eksperyment. Gadam z nią chwilę, po czym wracam do domu. O dwudziestej pierwszej idę sprawdzić, jakie wyszły jej wyniki, ale lab jest pusty i zamknięty. Dobra, wracam do domu. Tym razem pójdę Gdyńską. Podjeżdża do mnie radiowóz. Każą mi wsiadać. Mówią mi, że Vader i [jakiś inny deathowy zespół, niestety nie pamiętam, jaki] są podejrzewani o rozprowadzanie legalnych, ale nie do spożycia pre-drugów. Tymczasem śledzimy jakichś typków, których niedawno wypuścili z więzienia. Dojeżdżamy na przystanek nocnych pod dworcem PKS we Wrocławiu. Jest tu cholernie tłoczno i śledzeni szybko giną w tłumie. W środku budynku dworca znajduje się targowisko. Przechodzimy przez ukryte drzwi i wchodzimy na dołek. Przeszukują mnie i niczego nie znajdują. Wiem, że zaraz przyjadą przeszukać mój dom, więc od razu wsiadam w autobus i wracam. Wbiegam do domu i pędzę na górę. Przy komputerze leży moje Silene capensis i Entada rheedii. Wybiegam z domu i biegnę do żywopłotu koło gruszy. Wyrzucam rośliny za płot do sąsiada. Niestety rzuciłem tak, że widać je z mojego ogrodu. Odwracam się. Zza prześcieradła powieszonego na sznurze na pranie wychodzi gliniarz. Na pewno to widział.
piątek, 13 listopada 2009
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz