O reaktywacji bloga
myślałem już od dłuższego czasu, pamięć snów jednak nie
chciała wrócić do zadowalającego stanu. Gdy obudziłem się
wczorajszej nocy po pierwszym od paru lat świadomym śnie,
postanowiłem, że definitywnie należy powrócić do pisania.
Pisanie bloga będzie motywacją do prowadzenia dziennika, a kolejne
zapamiętane barwne sny będą motywacją do pisania.
Reaktywuję więc
wpisem o moim dzikim śnie zeszłej nocy.
Komputerowy
diagnosta [WILD]
Budzę się w środku
nocy i z niewiadomych mi przyczyn pozostaję w bezruchu. Otwieram
oczy i natychmiast je zamykam – przecież to idealna sytuacja dla
WILDa.
Parę sekund później
czuję już charakterystyczne odrętwienie i uczucie dezorientacji
przestrzennej. Coś jednak za słabo – nie odpływam. Zaciskam więc
szczęki z całej siły – BUM! - zalewa mnie fala trójkątnych
fraktali.
Wszystko jest snem.
Mam świadomość zasypiania. Wszystko jest snem. Wszystko jest...
Otwieram oczy w
łóżku znajdującym się w sypialni rodziców, w domu rodzinnym.
Wszystko jest snem, to też jest sen. Zaciskam nos i nabieram
świeżego powietrza w płuca. TAK! UDAŁO SIĘ! Stabilizuję
oddychając jeszcze chwilę przez zaciśnięty nos, a następnie
skupiając się na fakturze dłoni, przez którą przeciskam na wylot
palec drugiej ręki. Dobra, jestem, czas zrobić coś konstruktywnego
– np. polatać.
Kieruję się
schodami ku wyjściu z domu, ale moją uwagę przykuwa komputer taty.
Zaraz, przecież on cały czas muli i wszystkich wkurza – dobre 5
minut od włączenia do możliwości uruchomienia przeglądarki,
która zresztą też ładuje google'a dobre pół minuty. Co mi
szkodzi? Może sen mnie naprowadzi na trop, co z nim może być nie
tak? [oczywiście sny nie mają jakiejś nadprzyrodzonej mocy
odkrywania prawdy na odległość, jednak pozwalają na wykonanie
skomplikowanych analiz z zasobów naszego mózgu przy pomocy zwykłych
symbolicznych metafor] Podchodzę do kompa, otwieram go i zaglądam
do środka. Odpalam, uruchamiają się wiatraki, zapalają diody.
Spoglądam na karty – jest jeden nowy Radeon i GF GTX Titan. [w tym
momencie wszystko wskazuje na to, że utraciłem kontrolę nad snem,
bo w ogóle mnie to nie zdziwiło – w kompie taty jest tylko
starutki GF GT6600] Przesuwam ręką, łapiąc czerwoną poświatę
Radeona – jest zupełnie bez skaz. Tak samo chcę sprawdzić
GeForce'a, ale nie emituje on żadnego światła. Aha! Mam cię,
gagatku! To ty zamulasz sprzęt!
Otwieram oczy we
własnym łóżku. Rozpiera mnie radość. Po takim kawałku czasu w
końcu się udało! Trochę pluję sobie w brodę, że zamiast
zostawić analizy stanu komputera na następny świadomy sen, nie
poszedłem sobie polatać, ale nic to – udało się zaWILDować po
długiej przerwie!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz