środa, 21 stycznia 2015

Dzika reaktywacja


O reaktywacji bloga myślałem już od dłuższego czasu, pamięć snów jednak nie chciała wrócić do zadowalającego stanu. Gdy obudziłem się wczorajszej nocy po pierwszym od paru lat świadomym śnie, postanowiłem, że definitywnie należy powrócić do pisania. Pisanie bloga będzie motywacją do prowadzenia dziennika, a kolejne zapamiętane barwne sny będą motywacją do pisania.

Reaktywuję więc wpisem o moim dzikim śnie zeszłej nocy.

Komputerowy diagnosta [WILD]

Budzę się w środku nocy i z niewiadomych mi przyczyn pozostaję w bezruchu. Otwieram oczy i natychmiast je zamykam – przecież to idealna sytuacja dla WILDa.
Parę sekund później czuję już charakterystyczne odrętwienie i uczucie dezorientacji przestrzennej. Coś jednak za słabo – nie odpływam. Zaciskam więc szczęki z całej siły – BUM! - zalewa mnie fala trójkątnych fraktali.
Wszystko jest snem. Mam świadomość zasypiania. Wszystko jest snem. Wszystko jest...

Otwieram oczy w łóżku znajdującym się w sypialni rodziców, w domu rodzinnym. Wszystko jest snem, to też jest sen. Zaciskam nos i nabieram świeżego powietrza w płuca. TAK! UDAŁO SIĘ! Stabilizuję oddychając jeszcze chwilę przez zaciśnięty nos, a następnie skupiając się na fakturze dłoni, przez którą przeciskam na wylot palec drugiej ręki. Dobra, jestem, czas zrobić coś konstruktywnego – np. polatać.
Kieruję się schodami ku wyjściu z domu, ale moją uwagę przykuwa komputer taty. Zaraz, przecież on cały czas muli i wszystkich wkurza – dobre 5 minut od włączenia do możliwości uruchomienia przeglądarki, która zresztą też ładuje google'a dobre pół minuty. Co mi szkodzi? Może sen mnie naprowadzi na trop, co z nim może być nie tak? [oczywiście sny nie mają jakiejś nadprzyrodzonej mocy odkrywania prawdy na odległość, jednak pozwalają na wykonanie skomplikowanych analiz z zasobów naszego mózgu przy pomocy zwykłych symbolicznych metafor] Podchodzę do kompa, otwieram go i zaglądam do środka. Odpalam, uruchamiają się wiatraki, zapalają diody. Spoglądam na karty – jest jeden nowy Radeon i GF GTX Titan. [w tym momencie wszystko wskazuje na to, że utraciłem kontrolę nad snem, bo w ogóle mnie to nie zdziwiło – w kompie taty jest tylko starutki GF GT6600] Przesuwam ręką, łapiąc czerwoną poświatę Radeona – jest zupełnie bez skaz. Tak samo chcę sprawdzić GeForce'a, ale nie emituje on żadnego światła. Aha! Mam cię, gagatku! To ty zamulasz sprzęt!

Otwieram oczy we własnym łóżku. Rozpiera mnie radość. Po takim kawałku czasu w końcu się udało! Trochę pluję sobie w brodę, że zamiast zostawić analizy stanu komputera na następny świadomy sen, nie poszedłem sobie polatać, ale nic to – udało się zaWILDować po długiej przerwie!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

 
monitoring pozycji