I. Wciągające tłumy [WILD]
Budzę się w paraliżu. Wznoszę oczy ku górze i koncentruję się. Tym razem hipnagogia przybierają kształt figurek dinozaurów z dymu. Wstaję sennym ciałem z mojego łóżka. W pokoju kłębi się mnóstwo osób. Gestem zapalam światło. Wytaczam się do kuchni. Tam jest jescze więcej osób. Wypuszczam z dłoni światło, jednak oświetlenie dalej jest słabe. Ludzie-nieludzie chwytają mnie dziesiątkami dłoni i ściągają na podłogę...
...budzę się w swoim łóżku. Paraliż wstępuje od nowa. Koncentracja, oczy w górę i znów lecę pośród zamglonych zielonych trójkątów. Wstaję z łóżka, ale coś mi nie pasuje. Czy to na pewno sen? Zatykam nos i próbuję wciągnąć powietrze. Nic z tego. Koncentruję się i próbuję zrobić to raz jeszcze. Nic nie wskazuje na to, że śnię. Patrzę za okno i widzę moją siostrę wracającą o świcie do domu[aktualnie jest we Włozech na obozie]. Rozdeptuję jakiś kartonik i idę spać dalej. Niestety paraliżu już nie doświadczam.
II. Polityczny bal
Jestem w Warszawie w pobliżu słynnego ostatnimi czasy krzyża. Właśnie jest on przenoszony za pomocą latającego namiotu PO. Na krzyżu wiesza się w pozycji chrystusowej jakiś idiota. Tłum wrzeszczy, a my przenosimy się na imprezę do rezydencji Kocięby. W sali balowej jest wielka impreza. Wszyscy piją szampana i wznoszą głośne toasty, oczywiście wszystkie równocześnie, więc nikt nie wie, za co pije. Wśród gości są również Kaczyński i Palikot. Witam się ze wszystkimi, ale Kaczor nie chce mi podać ręki, więc olewam go i piję z Palikotem. Idę na przechadzkę po domu. Piękne kamienne wnętrza, złote świeczniki i czerwone dywany robią wrażenie. Przechodzę mostem pomiędzy dwoma wieżami. Niebo ma wyjątkowo piękne kolory zachodu. Schodzę w dół. W jednej z sal jest basen. Wskakuję do niego. Jest tam już parę osób. Ktoś włącza podgrzewanie i jaccuzi. Są laski, są bąbelki - jest impreza. Na balkonik wchodzi gospodarz i wyraża swoje niezadowolenie z włączenia bąbelków. Nie dbamy o to. Świat wiruje.
środa, 4 sierpnia 2010
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz