Tej nocy jeszcze biednie, ale wracam do formy ;).
I. Hipnoza na kółkach
Jeździliśmy z Psajko po Żernikach jakimś jeepem. Było z nami dwóch kolesi, których Psajko miał hipnotyzować. Ja prowadziłem, Psajko siedział po stronie pasażera, a wspomniani kolesie - z tyłu. Pierwszy z nich jak się okazało był zupełnie oporny na sugestie i nie chciał współpracować, więc nic z tego nie wyszło. Z drugim było nieco lepiej - udała się błyskawiczna indukcja(bodźcem szokującym było tu złapanie za nos), ale zaraz po próbach pogłębienia transu, wychodził z niego. Ja oglądałem to wszystko w lusterku wstecznym. W końcu zaparkowaliśmy pod domem "dziewczyny Psajko" i wypuściliśmy kolesi. Wyciągnęliśmy z garażu bardzo ładny "go-cart na pedały" z ramą fantazyjnego kształtu pomalowaną w szaro-czerwone "techniczne" wzory z wielkim logo Lamborghini na "masce" i z tyłu. Jeździliśmy sobie dookoła parku, a każda napotkana osoba krzyczała do mnie, że mam zajebistą furę.
II. Dziesięć osób w łódce nie licząc kota
Płyniemy Dezetą. [załoga jest "rzeczywista" - są wszyscy, z którymi pływałem bez żadnej Dody] Poza nami na pokładzie jest moja kotka Silva. Szymon postanowił skompletować nową załogę i właśnie zadaje przeróżne kretyńskie pytania[niestety nie pamiętam ich treści], żeby zadecydować, kto z obecnej załogi zostaje. Pytania są "zerojedynkowe" i osoba odpowiadająca twierdząco podnosi rękę. Dziwne, że kot również podnosi przednią łapę przy niektórych pytaniach.
wtorek, 15 września 2009
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz