Tej nocy kilkakrotnie łapałem świadomość i w momencie, gdy już wiedziałem, orientowałem się, że leżę już w łóżku z "powidokiem" snu przed oczami. Za każdym razem próbowałem wykonać DEILD, niestety bezskutecznie. Przy okazji nie miałem jak zapisać snów, więc dzisiaj dość skąpo będzie.
I. Prawo jazdy na szota foka
Siedzę w kuchni z dwoma kumpelami i rozmawiamy o kursie na prawko. Jedna z nich mówi, że miała zapłacić swojemu instruktorowi tylko dziesięć złotych za godzinę, bo on nie chciał czterdziestu. Zapłaciła mu siedemdziesiąt, a on po nocy zostawił jej dwadzieścia złotych reszty na stole. Druga mówi, że nie zapłaciła za szota foka, a ja na to przytaczam opis naszych szotów foka, które były splecione "na kanapkę".
II. Krowi katar
Jestem w jakimś gospodarstwie rolnym. Mam się tutaj zajmować bydłem. Gospodarz właśnie nalał jałówkom oleju. Właśnie mam wychodzić z obory, gdy zauważam, że mnóstwo bydła jest poza klatkami, a wrota nie chcą się zamknąć. Przymykam je i pytam ludzi wypompowujących gnój z obory obok, czy te drzwi tak zawsze się nie zamykają. W tym momencie pojawia się moja nauczycielka niemieckiego z liceum w białym fartuchu. Mówi, że właśnie wstawili "absolutnie nowe i lekkie" drzwi do obory i one się nie zamykają. Pyta się, gdzie to bydło. Pokazuje jej jałówki. Jedna z nich jest agresywna w stosunku do mnie. Germanistka podchodzi do niej i czochra ją po głowie, co bardzo się podoba zwierzęciu. Zauważa, że jałówka ma katar. Przykłada chusteczkę do jej nozdrzy i pokazują się przeźroczyste smarki. Mówię, że to może być mój katar i smarkam w chusteczkę na żółto. Germanistka mówi, że możliwe, ale przyniosłem ten katar do ślepego obiegu - bez leukemii i hydremii.
piątek, 18 września 2009
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz