Kurs gwiezdnego języka
Siedzę w kuchni mojej babci ma mi ona załatwić przez ciotkę podręcznik do hiszpańskiego. Niestety ciotki jest teraz w Krakowie i jeszcze nie wróciła, więc babcia dzwoni do niej. Mówi, że aktualnie maluje zdobienia ze złota i będą one jeszcze długo schły. Wsiadamy do samochodu i jedziemy do Krakowa. Potrzebuję tego podręcznika "na wczoraj", więc jadę bardzo szybko. Wchodzimy do starej kamienicy, gdzie na klatce schodowej zastajemy ciotkę. Trzyma pędzel i puszkę z płynnym złotem i maluje zdobienia po bocznej stronie schodów. Najbardziej okazałe zdobienie widnieje na jej drzwiach - przypomina on jakiś maryjny emblemat [coś takiego, co się w oknie wywieszało, jak papież przyjechał]. Zarówno schody jak i drzwi wykonane są z ciemnego mahoniowego drewna. Ciotka mówi, że niedaleko jest biblioteka, w której powinni mieć podręcznik do hiszpańskiego. Idę we wskazanym kierunku i w końcu dochodzę do sporego budynku wybudowanego w nowoczesnym stylu, który musi być ową biblioteką. Wchodzę do środka i idę długim korytarzem do większego pomieszczenia. Siedzi tam Boratowska za komputerem. Pokazuje mi książkę pt. Język Gwiezdny, w której na końcu jest krótki kurs hiszpańskiego. Przeglądam spis treści i stwierdzam, że jest tego aż trzydzieści siedem cholernych stron.
wtorek, 22 września 2009
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz