Jest lepiej - miałem dzisiaj 3 pobudki, których nie wykorzystałem tylko przez lenistwo i zmęczenie snami o hipnozie :P. No i próby MILDa.
Wilkołak i Quake
Jestem na jakiejś wycieczce z Mojsą, Matim i Podziemem. Płyniemy rzeką w jakiejś łódce, która mimo, że wygląda, jak jacht żaglowy, nie ma żagli(ale ma "miejsce na maszt") i musimy pagajować. Dobijamy do brzegu, gdzie stoi nasza furgonetka, do której chowamy wszystkie ważne rzeczy. Mati idzie spać w furgonetce, a reszta rozbija namioty. W nocy budzi mnie jakiś szmer. To wygłodniały wilkołak przyszedł na żer i atakuje oczywiście mój namiot. Jakimś cudem udało mi się przegonić stwora, ale niestety poważnie rani mnie w ramię. Bandażuję rękę i idę spać dalej. Rano wszyscy radzimy, czy wiosłować znowu, czy może burłaczyć. Dochodzimy do wniosku, że lepsza jest jednak druga opcja. Pakujemy ostatnie rzeczy, kiedy Mojsa proponuje, żeby jeszcze na koniec zamłócić w "Kłeja". Siadamy przy laptopach i odpalamy Quake'a III Arena. Ja jeszcze ustawiam na kompie punkt docelowy pociągu - "Ustka Mała". Gdy już wchodzę do gry, krwawa jatka już trwa. Ląduję koło Podziema, który pokazuje mi, że jak tylko wyjdzie się na najbliższą półeczkę skalną, to od razu kamperzy walą z ukrycia. Wyskakuje, żeby się tylko pokazać i od razu po jego cofnięciu się, powietrze wypełnia deszcz ognia. Wali przed siebie z bazooki, kamperski atak powtarza się i zaraz za salwą Michał wychodzi na półkę i otwiera ogień. Ginie bardzo szybko rozerwany rakietą. Odwracam się i idę korytarzem, i na przywitanie dostaję rakietkę z bazooki i szynę z railguna. Respawnuje mnie w miejscu największego zamieszania, uzbrojony tylko w karabinek. Przeciwnicy przy pomocy plasmagunów i bazook rozwalają mnie w trymiga. Dobra, zmieniamy planszę. Leżę w jakimś kopalnianym chodniku na torach z karabinkiem w dłoniach. W pomieszczeniu obok są wszyscy przeciwnicy. Walę do nich z karabinku. Wybiega Mojsa. Pakuję mu serię w klatę, ale nie robi to na nim żadnego wrażenia, wręcz przeciwnie - śmieje się jak wariat. i wraca do pomieszczenia, z którego przyszedł. Wbiegam za nim i zauważam, że do gry dołączyła anglistka - stoi za szybą we wnęce. Strzelam do wszystkich, ale nic im się nie dzieje. Podziem wyciąga rakietnicę i zagania mnie do mojego korytarza, po czym wali w strop. Uskakuję przed spadającymi kawałkami sufitu. Reszcie skończyła się amunicja. Mati wybiega na mnie wymachując piłą i atakuje. Krzyczę, żeby dał mi jeszcze zmienić miejsce docelowe na "Pasieki Wielkie". Tarcza piły zagłębia się w moją klatkę piersiową.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz