niedziela, 4 października 2009

4 X 2009

Don Pedricho - straszny muchacho

Budzę się w swoim łóżku(w Żernikach). Za oknem piękna złota polska jesień. Dobiegają stamtąd głosy mamy, babci i siostry, które grabią liście na dworze. Wołają mnie, bo przecież musi pojawić się Don Pedricho - straszny muchacho. Strasznie nie chce mi się podnosić z łóżka ale w końcu wstaję. Ubieram się i podnoszę z podłogi podartą czerwoną skórzaną kurtkę - atrybut Don Pedricha. Ubierając ją idę w stronę kuchni, bo babcia mnie strasznie pogania. Wciągając kurtkę do końca wskakuję do kuchni śpiewając "Don Pedrichooooooooooooo - Straszny muchachooooooooo!!!!!!!!!!!"[patrz - link]. Babcia odpowiada na inną melodię "Pedricho - straszny muchacho". Stary chodzi wkurzony po kuchni, bo to on wcześniej był Pedrichem i zazdrości mi tego. Babcia mówi, że grabią liście, bo zaraz przyjeżdżają wujek i ciocia. Stary próbuje zagonić mnie do roboty. Wykręcam się od tego, bo przecież jestem Don Pedricho i muszę przynajmniej zjeść śniadanie. Sciągam z półki chleb tostowy i włączam toster. Słyszę warkot silnika. Wielką czarną limuzyną, która ledwo mieści się na podjeździe przed garażem, przyjechali "wujek" i "ciocia". Wchodzą do domu i mówią, że jest zjazd rodzinny w Sufczynie na skarpie i musimy jakoś dojechać tam autobusem, bo nie mamy samochodu.

Don Pedricho - straszny muchacho

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

 
monitoring pozycji