sobota, 3 października 2009

Koniec lenistwa

Czas uzupełnić luki i wziąć się porządnie za dziennik. Zaczął się już rok akademicki, czyli wreszcie nie mam czasu na chlanie i imprezowanie, co pozwala mi rozwinąć pamięć snów przynajmniej do wartości sprzed wakacji i wreszcie będę mógł się poważniej zająć sferą oniryczną.

30 IX 2009
Impreza jubileuszowa

Jestem na dużej imprezie. Odbywa się ona w jakimś bogatym, bardzo drogo wyposażonym domu. Balujemy w dużym pokoju. Gdzieś z boku parę stołów z żarciem, dookoła leżą materace, na których będziemy spać. Sala jest profesjonalnie oświetlona i reflektory błyskają w nas różnokolorowymi flashami. W końcu zmęczeni idziemy spać na materacach...
Paręnaście lat później w tym samym domu odbyć się ma iluśtamlecie matury. Idę korytarzem i czuję się jak Ecik, który wybrał się z Masztalskim na wytworne przyjęcie. Coś tu się zmieniło. Wchodzę do sali, w której odbywała się wtedy impreza i okazuje się, że zrobili z niej magazyn na materace. Wchodzę do dalszego pomieszczenia. To już imprezownia, ale jest tu jakoś łyso - otaczają mnie gołe ściany, nie ma żadnych mebli i odczuwam ogólne uczucie pustki. Podjeżdża do mnie coś przypominającego odkurzacz. Drzwi na przeciwko otwierają się i wychodzi z nich jakaś dziewczyna. Mówi, że będzie dobra impreza, skoro będziemy mieć audiobota(wskazuje na "odkurzacz").

2 X 2009
I. Paraliż

Wędruję z jakimś gościem po Sudetach. Mówi mi, że możemy wspólnie wędrować we śnie. W tym momencie budzę się na boku, jakby schodząc bocznym szlakiem[??? nie wiem, o co chodzi, ale tak napisałem w dzienniku]. Czuję, jakbym leżał na dwóch krawędziach otwartej skrzyni, które wbijają się w moje ciało. Czuję ciężar kołdry, jestem cały spocony. Umawiam się na kolejną wędrówkę. Zaraz wejdę w WILD... Paraliż ustępuje. nie mogę zasnąć przez najbliższe dwie godziny. Jest po prostu za gorąco.

II. Kurs

Jesteśmy w moim mieszkaniu na Sępolnie. Siedzę z moim kumplem z podstawówki, jakimś żulowato wyglądającym osobnikiem oraz prowadzącą z anatomii, która prowadzi nam kurs o narządach zmysłów. Ostatni tramwaj do ronda Reagana w historii Wrocławia już odjechał i teraz jeżdżą tam autobusy zastępcze, co nie zmienia faktu, że rondo dalej jest ośrodkiem sportu[?]. Doktorka tłumaczy coś, a żul patrzy na nas z pogardą. pytam go, o co mu chodzi. Odpowiada, że my nic nie umiemy. Wkurzony zadaję kumplowi trzy szybkie pytania dotyczące narządów zmysłów, nie odpowiada on na żadne z nich, co eliminuje zarówno jego jak i żula z kursu.

3 X 2009
Śnieżki i ziemia w Kosowie

Jest zima. Biegamy z siostrą po śniegu i rzucamy się śnieżkami. Biegniemy przez las, jakieś urwisko, bagna. W końcu trafiamy do domu. Znajomy starych mówi, że my, Polacy mamy jakiś kompleks i ciągle mieszamy się w nieswoje konflikty zbrojne. Zaczynamy jakąś operację, ale jeszcze nigdy żadnej wojny nie wygraliśmy. Patrzymy ze starym na siebie i mówimy, że stwarza, że była jedna taka, która zakończyła się sukcesem, tylko żaden z nas nie pamięta, gdzie to było. Znajomy mówi, że działo się to w Kosowie. Pyta, czy nie mamy przypadkiem faktury, bo jest ona dowodem posiadania kosowskiej ziemi. Mój stary mówi, że gdzieś tą fakturę mamy. Nie mielibyśmy, gdyby nie fakt, że jakiś facet wcisnął mu ją na siłę. Znajomy mówi, że mamy ją koniecznie dobrze zabezpieczyć, bo stanowi ona akt własności ziemi. Mama mówi, że zaraz jadą do kościoła. Prosi, żebym pojechał z nimi i wyzbierał wszystkie śnieżki. Przypominam sobie miejsca, w których się rzucaliśmy i mówię, że jest to niemożliwe. Otwieram program, któy wyświetla mapę okolicy. Zaznaczam las, bagno, urwisko i inne miejsca, w których były śnieżki i usuwam je. wyświetla się napis "Farma oczyszczona".

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

 
monitoring pozycji