Po dwóch dniach kompletnej pustki w głowie chyba zaczyna wracać mi senna pamięć, mam nadzieję, że była to tylko chwilowa niedyspozycja i od dzisiaj znów będę mógł raczyć Was surrealistycznymi opowiastkami.
I. Świątynia kanapek Twix
Wracam z Orgami z jakiegoś rajdu. W pewnym momencie musiałem odłączyć się od grupy w celu załatwienia jakiejś sprawy, lecz tutaj mam małą białą plamę w pamięci i nie pamiętam, o co dokładnie chodziło. W każdym razie byłem umówiony z nimi na łódzkim dworcu, skąd miał odjeżdżać pociąg do Wrocławia. Później miałem się przesiąść na pociąg do Gliwic i wrócić do domu. Mieli czekać na mnie przed pociągiem w pierwszej jednej trzeciej pierwszego peronu. Przychodzę na miejsce, a tam nikogo nie ma. Głodny jestem - myślę. Obchodzę dworzec w poszukiwaniu czegoś do jedzenia. Mam ochotę na Twixa. Obchodzę wszystkie kioski przed dworcem, ale w żadnym z nich ie ma sprzedawcy. Wchodzę do budynku. Wnętrze przypomina katedrę - ustawione są tam ławki, a przed nimi stoi ołtarz. Dookoła tego wszystkiego idzie "ścieżka" ulokowana na podwyższeniu powyżej poziomu oparć. Od "części modlitewnej" oddziela ją ozdobna żeliwna barierka. Idę tą ścieżką i dochodzę do stoiska z łakociami. Sprzedawcy również tam nie ma, ale jest kartka z numerem telefonu, na który należy zadzwonić w razie nieobecności sprzedawczyni. Wychodzę przed dworzec i dzwonię na podany numer. Odbiera jakaś kobieta.
-Dzień dobry, w czym mogę służyć?
-Chciałbym kupić Twixa. Mogłaby pani podejść na stoisko?
-Na które?
-Na to za ołtarzem.
-Dobrze, już tam idę.
Idę w stronę stoiska. Sprzedawczyni już tam czeka. "Zaraz przygotuję panu Twixa" - mówi. Wyjmuje bułkę i prekraja ją na pół. Bierze do ręki dolną połówkę i wykonuje maźnięcie musztardą tworzące poziomą linię w jednej trzeciej wysokości bułki - "Wola" - mówi. Następnie smaruje dwie trzecie bułki pasztetem - poczynając od linii musztardy w górę - "Smak". Na koniec bierze duży plasterek ogórka kiszonego i kładzie go poniżej musztardy - "Treść. Dziś nie wszyscy pamiętają o rytuałach" - mówi, podając mi bułkę.
II. Jak dobrze, że Biedronka jest tak blisko
Idę z Marzeną przez centrum handlowe. Przechodzimy obok Kolportera, który jest obwieszony plakatami "Wyprzedaż, wszystko za pół ceny". Marzena mówi mi, że w Diverse też jest wyprzedaż - wszysto po 32 zł. Idę tam, może będzie coś ciekawego. Na miejscu okazuje się, że owszem, jest wyprzedaż, ale za 32 złote są tylko produkty z Biedronki. Po sklepie chodzi i pręży się model prezentujący czarny T-shirt i białą czapkę. Zauważam, że mimo iż są to ciuchy z wyprzedarzy, to nie mają biedronkowych metek, tylko jakieś neutralne. Pytam się sprzedawczyni, dlaczego te rzeczy są takie "kryptobiedronkowe". Zaczynamy rozmawiać, lecz niestety nie pamiętam treści tej filozoficznej rozmowy. W pewnym momencie model zdejmuje aktualnie prezentowany zestaw ubrań i zakłada inny, a sprzedawczyni odwiesza czapkę na hak. Dzwoni budzik.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz