niedziela, 16 sierpnia 2009

16 VIII 2009

I. Porno cenzura i mistrz ciętej ripoty

Wszystkie pornole w necie zostały ocenzurowane. Bardzo mnie to rozbawiło i zacząłem pisać mnóstwo wrednych komentarzy na ten temat. Poza mną był tylko jeden gość, którego to bawiło i zamiast płakać pisał cięte komentarze. Np. komentarza jakiegoś desperata brzmiał "Jak mogli mi to zrobić, zniszczyli całe moje życie", a riposta "No to masz teraz hmmm... mgliste widoki na przyszłość" [cenzura polegała na rozmazaniu "kluczowych ujęć"]. Jak się okazało, ludziom spodobała się nasza wredota i przyjeżdżali dupczyć się w moim ogródku w basenie[którego oczywiście nie posiadam], przy czym w realu też działała cenzura, a ja i Mistrz Ciętej Riposty siedzieliśmy na leżkakach, popijaliśmy drinki z palemką i komentowaliśmy. "Coś twój kutas tak niewyraźnie dzisiaj wygląda".

II. Wykład

Siedzimy w przedsionku do sali VW czekając na wykład. Na jednej z opuszczonych rolet wyświetlają film - wykład. Siedzę między Martą a Jankiem. W pewnym momencie przesunąłem się do przodu i po chwili ululany monotonnym głosem wykładowcy postanowiłem się wyłożyć na ziemi. Okazało się, że Janek wpadł na podobny pomysł, tylko, że położył się na brzuchu, więc kladąc się z rozmachu , uderzyłem plecami o jego głowę. Bolało cholernie. Jego chyba też. Przeprosiliśmy się nawzajem i usiedliśmy normalnie. Po chwili zapytałem, czy nie chce jechać na żagle na Mazury. Odpowiedział, że chętnie, ale ma poprawkę.

III. Składana łajba

Mazury. Płyniemy jakąś dziwną łajbą - jest bardzo wąska i długa. Poza mną na pokładzie jest Michasia, Marzena, Jasiu i Szymon. Właśnie wchodzimy do portu, zwijamy żagle, wyciągamy wiosła. Jest cholernie wąsko - drogę wyznaczają biegnące po obu stronach słupki "graniczne" - biało - czerwone z godłem RP i trupią czaszką pod nim. Z naprzeciwka płynie parę łódek. Jest tak wąsko, że ledwo się mieścimy. W momencie, kiedy kończymy wymijać pierwszą łajbę, widzę wielką pasażerską krowę płynącą jakieś dwieście metrów od nas za linią słupków. Ale będzie fala. Dochodzi do nas w momencie, kiedy wymijamy drugą łódkę. Jakimś cudem udało nam się nie poobijać, bo fala była naprawdę duża, a ani my, ani oni nie mieliśmy odbijaczy. W omencie, kiedy szczęśliwie przepłynęliśmy obok niej, zrobiło się pusto przed nami. Dziewczyny bez słowa złapały za wiosła i zaczęły mocno wiosłować. Łajba nabrała zawrotne j prędkości, zanim zdążyłem wyjąć swoje wiosła. Słupki dosłownie rozmazywały się w oczach, a ja starałem się pilnować odległości od słupków, co przy tej prędkości było prawie niemożliwe. Uff. Dopłynęliśmy bezpiecznie do portu. Szymon wyciągnął łodkę na keję i złożył ją, dzięki czemu nabrała rozmiarów stołu. Ja z Jasiem mieliśmy ją gdzieś schować i dołączyć do nich do tawerny. Jasiu przujrzał się pakunkowi i rozłożył go jeszcze na dwie części, każda rozmiarów niedużego pudełka. Zauważyliśmy budkę podobną do kibla i uznaliśmy ją za dobre miejsce. już wspinaliśmy się na stryszek, kiedy usłyszeliśmy zdenerwowany głos właściciela. "Co wy tu robicie? To jest budka z hamburgerami i nie wolno chować tu niczego, co zawiera tekturę, bo potem mnie oskarżają, że robię tekturowe kotlety!". Jasiu nie przejął się i schował jeden pakunek, a drugi dał mnie. Postanowiłem nie wkurzać tego nerwusa, więc schowałem pół łajby pod koszulkę i wyszedłem z budki. Przy drzwiach stał jakiś obszarpaniec i chwycił mnie za włosy. Spiorunowałem go wzrokiem, więc puścił i cofnął się. Idąc dalej, słyszę odgłosy świadczące o tym, że Jasiu wdał się a nim w awanturę. Spoglądam za siebie i widzę, że Jasiu zaczyna uciekać, a goni go cała gromada żuli. wyprzedza mnie. Ekipa smakoszy nie wygląda zbyt przyjaźnie, więc również zaczynam wiać. Przebiegamy przez ulicę. W ogonie został już tylko jeden menel. Jasiu wbiega po schodach do tawerny i w tym momencie żul odpuszcza. Wchodzę za nim. Knajpa nazywa się "Szemba". Wchodzę do środka. Prawie nikogo tu nie ma poza ekipą czterech osób. Pytam się ich, czy nie widzieli grupki z wysokim brodatym kolesiem z włosami splecionymi w warkocz. Mówią, że nikogo takiego nie było. Zauważam z rozbawieniem, że jeden z siedzących pasuje do tego opisu poza tym, że nie ba brody.

IV. Bez komórki jak bez ręki

Siedzę z Jasiem i Misią przed jakimś domem we Wrocławiu. Podwórko tworzy dziedziniec otoczony żywopłotem z trzech stron. Przebijamy się przez kuty płot i podchodzimy do drzwi. Mówię im, że tu jest kibel, a klucz buchnąłem jakiś czas temu właścicielowi. Szukam go, ale niestety nie mam go w kieszeni. Słyszę szczekanie wielkiego owczarka podhalańskiego należącego do właściciela oraz kroki, zapewne gospodarza. Trzeba wiać! "Biegnijcie za ten budynek z napisem >>Farby i lariery<< - wskazuję budynek za żywopłotem. Spotkamy się na ławeczkach w parku obok pawilonu." - rzucam przez ramię i biegnę do wspomnianego parku. Tam przy kontenerach na śmieci myją się ludzie, polewając się wodą z wiader, tak, że ściekała do śmietników. podchodzę i chcę wyrzucić papierek z kieszeni. Wrzucam go do pustego kontenera z dużą ilością wody i z przerażeniem obserwuję, jak razem z papierkiem do wody wpada mój telefon. Pięknie! Zalany jak nic! Jak ja się  z nimi skontaktuję? Zaczyna padać. Czekam na Jasia i Misię, ale nie przychodzą. Idę zielonymi uliczkami, aż trafiam na główną drogę. Jeden z pasów jest zablokowany przez stojące tam dmuchane ludziki, reklamujące jakiś produkt. Drugim pasem nie jedzie nic. Po drugiej stronie jest jakiś hipermarket. Przechodzę przez ulicę i wchodzę do środka. Niestety nie ma ich tu. Znów przemierzam uliczki, aż w końcu trafiam do domu Jasia. Mieszka w sporym mieszkaniu w starej kamienicy. Wchodzę do środka. Jasiu i Misia suszą włosy. Umawiamy się tak, że teraz jedziemy do mnie, wstępując po drodze do Billi. Gdy jesteśmy już na miejscu, idę z Misią do sąsiadki. Podaje nam rosól z makaronem, marchemką i kiełbasą. mówi, że jedzie do Łeby, do nieznanej jej części z alejkami. "Wiecie, Łeba leży na takiej pedalskiej poduszce, w sumie nie, spirali, właściwie trzech spiralach układających się w taki wzór" - rysuje wzór na kartce. "Nie martwcie się, poradzę sobie".

Następne sny po powrocie z praktyk - za jakieś dwa tygodnie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

 
monitoring pozycji