Dzisiaj dałem ciała. Budziłem się po każdym REMie pamiętając wyraźnie każdy sen, ale miałem takiego lenia, że nie sięgnąłem po dziennik ani razu i utrwaliłem na papierze tylko ostatni sen.
Bielsko-Biała
Jadę PKSem w Bielsku. Jest późne lato, dość ładna pogoda cieszy oko za oknem. Patrzę w lewo i widzę znajomą twarz. To chyba Ras Psajko[w rzeczywistości, to na flmiku ze swojej strony wyglądał zupełnie inaczej]. Idealnie, jak będzie miał chwilkę, to pogadam z nim o HipnoĆpunach i nie będę musiał się w tym celu targać do Warszawy. W tym momencie podchodzi do mnie "kumpela", której nie pamiętałem, dopóki podczas rozmowy się nie przedstawiłem, a ona nie powiedziała, że przecież się dobrze znamy. Wysiadamy na jakimś przystanku w lesie. Psajko też wysiadł i gada z jakimiś dwoma kolesiami na temat hipnozy. Wołam go i pytam, czy znajdzie dla mnie chwilkę czasu, jak już jest na południu przypadkiem w tym samym mieście, co ja. Odpowiada, że musi najpierw zająć się tymi kolesiami i w ogóle, to mamy we trójkę stworzyć południowy oddział hipnoćpunów. Jak zostanie mu jakiś czas, to się mną zajmie. Świetnie. Idę dalej tą drogą i gadam z "kumpelą", aż trafiam do jakiegoś budynku na przedmieściach. Wiem, że jest to szkoła. Przebieram buty i idę na parking podziemny. Spotykam tam Siebra, który pokazuje mi swoje nowe BMW. Śmieję się z niego, a on błyskawicznie obraża się na mnie. Mówię mu, że tylko sobie jaja robięi pytam, czy nie podwiózłby mnie do centrum Bielska swoim nowym BMW. Od razu się rozchmurza i mówi, że nie ma sprawy, może mnie podwieźć na dworzec główny. Już mam wsiadać, kiedy zauważam, że na stopach mam jedego sandała i jednego adidasa. Fuck! drugiego zostawiłem w szatni. Muszę wrócić i przebrać. W szatni orientuję się, że nie umawiałem się z Psajko, gdzie mamy się ewentualnie spotkać, a nie mam numeru do niego. Zaraz, przecież go podawał na stronce. Wchodzę na kompa w szkolnym bufecie, ale nie mogę wejść na forum psajko. Kurde, będę musiał sobie poradzić. Wychodzę i idę na parking, ale Siebra nie ma w miejscu, gdzie miał czekać. Rozglądam się i widzę, ze jest po drugiej stronie parkingu i daje po garach. Rusza z piskiem opon i mija mnie. A to kutas! Narobił mi nadziei, a teraz spieprza. Nie, na szczęście zatrzymał się dalej i śmieje się ze mnie. Wsiadam i jedziemy na dworzec. Sieber puszcza z płyty jakiś "kozacki hip-hop". Dojeżdżamy na dworzec, gdzie już czeka na mnie mój ojciec w swoim starym uno. Wsiadam do niego i jedziemy do domu. W pewnym miejscu w Rudzie Śląskiej musiałem wysiąść i pchnąć uno pod górkę, bo nie dawał już rady. Wsiadam i jedziemy dalej.
Następna porcja po praktykach, czyli najprawdopodobniej za tydzień.
niedziela, 23 sierpnia 2009
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz