sobota, 8 sierpnia 2009

8 VIII 2009

I. Koń czy kot - i tak nie pomoże

Woodstock. Koncert Clawfingera. Czekamy w ścianie śmierci na znak od wokalisty. "Linią frontu" idzie Goania. Zobaczyła mnie, podchodzi i mówi: "Nie mogę ci pomóc. Jestem kotem".

II. Yo ho ho and the bottle of rum

Siedzę w kuchni z moimi "znajomymi" żeglarzami. Jutro mam jechać do Wrocławia. Pijemy rum, rozmawiamy, śmiejemy się. W pewnym momencie jeden ze znajomych bierze z półki wielką butelkę rumu, w której umieszczony jest piękny model dwumasztowca. Mówię mu, żeby nie ruszał, bo to bardzo delikatna rzecz. Odpiera, że chce tylko pooglądać. Oczywiście po chwili butelka wyślizguje mu się z ręki i rozbija o posadzkę. Model rozleciał się na części pierwsze, rum rozprysnął się na pół kuchni no i oczywiście wszędzie leży potłuczone szkło. Jestem wściekły. Składam model z powrotem i suszę go pod lampą. "Tłuczkowi" każę zmieść szkło i zetrzeć rum z podłogi, jednak on wcale się ku temu nie kwapi. Zaczynam się z nim kłócić. Do kłótni dołącza reszta owarzystwa. Kuchnia tonie w mieszaninie krzyków i emocji.

III. Pocoś Kurwa Pojechał

Wstaję rano i idę na pociąg. Muszę jechać do Wrocławia. Dzisiaj pozwolę sobie na odrobinę luksusu - pojadę pośpiechem. Wchodzę na peron. Aha, w lusterku dupsko się odbija - pociąg jest doszczętnie zawalony. Wchodzę do przedsionka. Na ławeczce umocowanej na ścianie obok drzwi do kibla siedzi moja znajoma. Mówi, że jedzie do Wrocławia i  może mi zrobić trochę miejsca. Podnosi torbę z ławeczki i wrzuca ją na półkę nad nią. Siadam obok znajomej. Pociąg rusza. Z oddali słyszę kodnuktora kasującego bilety. Zaraz! Przecież ja nie mam biletu! Muszę wysiąść w Łabędach i kupić. Pociąg zatrzymuje się na stacji w Łabędach. Wysiadam z niego i idą ścieżką na dworzec. Przebiega ona przez gęsty las. Dochodzę do szczytu wzgórza. Prostopadle do ścieżki w prawo i w lewo schodzą schody. Jednymi z nich na pewno dojdę na dworzec. Wybieram te po lewej stronie. W pewnym momencie zakręcają pod kątem prostym, kończąc się na platformie. Widać z niej dworzec - wysoki budynek na planie kwadratu z czterospadowym dachem. Niestety muszę wrócić na schody schodzące na prawo od rozstaja. Schodzą one spiralnie po obwodzie kwadratu, tworząc swoisty lej. Kończą się one w otworze wejściowym w dachu dworca, gdzie przechodzą w mostek łączący wejście z szerokim gzymsem z barierką schodzącym spiralnie po wysokim filarze. Dochodzę do gzymsu. Patrzę w dół. Ładnie, od podłogi dzieli mnie jakieś dwadzieścia metrów. Nie chce mi się tyle schodzić. Będę skakał po zewnętrznej. Przechodzę przez barierkę i chwytam się jej. Zwieszam się i puszcam pręty. Łapię się barierki poziom niżej. W ten sposób pokonuję parę poziomów, gdy w pewnym momencie po zeskoku ledwo udało mi się złapać równowagę. Pieprzę. Jeszcze spadnę z dziesięciu metrów i taka będzie z tego wyprawa po bilet! Udało mi się wgramolić z powrotem na dobrą stronę barierki i grzecznie schodzę na dół. Podchodzę do kasy i kupuję bilet. Dziwi mnie to, że nie jest to wydruk, tylko bilet wypisany ręcznie na druczku, na jakim zwykle konduktorzy wypisują bilety. Cóż, jaka stacja, taki bilet. Idę na peron. Już wsiadam do pociągu, kiedy w głowie dzwoni mi dzwoneczek. Przecież ja nie mam bagażu! Nawet się nie spakowałem! Muszę wracać. Wsiadam na gapę w pierwszy lepszy pociąg do Gliwic. Wracam co prędzej do domu. Zastaję tam Qwasa i Ewkę pijących herbatę w kuchni. Mówią mi, że nie muszę się spieszyć, bo najbliższy pociąg mam dopiero za dwie godziny. 

IV. Na Allegro kupisz wszystko

Przeglądam Allegro. W oczy rzuca mi się kurs zwracnia na siebie uwagi. Jako bezpłatna próbka pokazany jest filmik, na ktorym jakiś szczyl pali papierosa i krzyczy "Pożar! Pożar!"

Reszta snu umknęła przez moje poranne lenistwo i "jeszetylkopięśminut"

1 komentarz:

 
monitoring pozycji