I. Okno [LD]
Całość pamiętam bardzo mgliście. Chodzę po jakimś starym domu. W pewnym momencie staję przy oknie i stwierdzam, że to sen. Mam ochotę polatać. Skupiam się z wolą wzniesienia się w powietrze...
...wywala mnie do paraliżu. Leżę w swoim łóżku. Mam ochotę spróbować zrobić z tego WILD, ale jednak coś ciągnie mnie w inną stronę. Daję się ponieść trwożnym wyobrażeniom paraliżu przysennego. Czekam na zmorę. Do pokoju wchodzi moja siostra. Wchodzi na czworakach na moje łóżko i patrzy na mnie z nienawiścią. "Ja ci, kurwa, dam >>mam mało fajek<<", mówi, "teraz pokażę ci ból". Wgryza mi się w piętę, chwyta za krocze i ściska żelazną ręką. Zaczynam wirtować, szurając po podłodze. Ból jest nie do zniesienia. W pewnym momencie zauważam, że krzyczę. Zaraz, to tylko paraliż, sam tego chciałeś. STOP! Wracam do łóżka! Uff, skończyło się, pozostał tylko paraliż. Zamykam oczy i czekam na hipnagogia. Poiawiają się od razu. Czysta geometria w wielu wymiarach. Dobra, teraz jednak pora na WILDa. Czasoprzestrzeń nabiera coraz większej głębii, wyłaniają się realne hipnagogia, już chcę się kotwiczyć, gdy wszystko rozpływa się powoli tracąc wszystkie wymiary po kolei. Co jest?! No tak, dopiero 3:30 - pierwszy REM trwa około dziesięciu minut...
II. Znikająca dziewczyna i tarta hawajska
Jestem w kuchni w moim domu. Jest już wykończona - kafelki położone, ściany pomalowane, meble na swoim miejscu. Siedzę po turecku na podłodze. Czuję chłód płytek. Obok mnie siedzi rudowłosa dziewczyna z niesamowitymi smutnymi niebieskimi oczyma. Włosy ma splecione w dwa warkocze sięgające ramion. Jest piękna. Tak piękna, że trudno to opisać. Rozmawiamy. Wchodzi mama i mówi, że obiad jest już gotowy i zaraz go przyniesie. Odwracam się z powrotem do dziewczyny, ale jej już nie ma. Wchodzi ojciec i siada do stołu. Wstaję i zajmuję miejsce obok niego. Mama podaje kolejne dania. Jest ich bardzo dużo. Obżarłem się do tego stopnia, że nie jestem w stanie zjeść już niczego. Mamamówi, żebyśmy zrobili przerwę na kibel w celu zrobienia sobie miejsca na deser. Pytam się, co to będzie za deser. "Tarta hawajsko-czekoladowo-pomarańczowa" - odpowiada mama. W tym momencie przypominam sobie, że widziałem kilka torebek "mega porcji turbo budyniu czekoladowego" i wiem już, że właśnie to będzie na deser.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz