poniedziałek, 31 sierpnia 2009

31 VIII 2009

Z braku źródła światła, nie zapisałem w nocy niczego, ale nad ranem zdarzyło się coś bardzo pozytywnego.

Sklep i próby lotu [DEILD-VILD]

Jestem w jakimś sklepie ze wszystkim i mama rozmawia z sąsiadką o jakichś bzdurach. W pewnym momencie mówi, że wysłałaby mnie do sklepu po jakieś słodycze, ale nie ma przy sobie kasy. Wychodzę naschodki przed sklep. Trzymam w ręku jakieś saszetki z jakimiś próbkami z szamponów nawleczone na sznurek.
***Zaraz! Po co mi kasa, skoro to sen?!***
Chcę zrobić RT i podnoszę rękę do nosa, ale zdążyło mnie wywalić do czuwania i został mi tylko "powidok" snu - moje ręce trzymające sznurek z szamponami. Ani drgnę. Zaczynam uderzać rytmicznie saszetkami o kamienne schodki. Dochodzą odgłosy. Chwytam saszetki, ale dotyku jeszcze nie ma. Ponawiam stukanie. Dołącza słuch. Stukam dłużej, koncentruję się. Chwytam za saszetkę. Czuję zimną folię i gęstą treść w środku. To doznanie kotwiczy mnie we śnie ostatecznie - już w pełni czuję senne ciało.

Wchodzę z powrotem do sklepu i mówię do mamy, że miałem kupić słodycze.
-Ale przecież nie dałam ci pieniędzy.
-Nie musiałaś.
Podchodzę do jednego z regałów i partzę na miskę. Koncentruję się. Chcę, żeby była pełna cukierków. Nic. Jeszcze raz i znowu nic. Ściągam z półki mały platsikowy koszyk i zaczynam wytrząsać z niego jagody, których w nim nie ma do miski, która stoi na ladzie przed mamą. Przez dłuższą chwilę bez rezultatu, ale nie odejdę stąd, dopóki nie sypną się z niego owoce. W końcu leci z niego strumień jagód. Dobra, czas wyjść na zewnątrz. Jest ciemna noc. Chłodno, ale przyjemnie. Idę oświetloną latarniami ulicą. Rozbiegam się i wyskakuję, żeby sobie polatać. Niestety grawitacja działa. Słabo, ale działa. Ląduję na asfalcie. Idę dalej. Spotykam Agnieszkę stojącą na ulicy i Adama wychylającego się z okna "swojego domu". Kurde, to chyba przez ten plecak się nie mogę wzbić.
-Adam! Przechowasz mi plecak? Nawet nie będę go musiał odbierać, bo to tylko mój sen.
-Naprawdę? To co robimy - pyta zdziwiona Aga.
-Ja bym sobie polatał.
-Niedaleko jest ten nowy hotel. "Chippendales" czy jakoś tak. Może tam polecimy?
-Dobra, może być.
Aga zostawia rower pod ścianą, a Adam zeskakuje z okna. Idziemy w stronę dworca. Rozpędzamy się. Skaczę i płynę kraulem w powietrzu, ale niestety powoli opadam. Po chwili płynę kraulem po asfalcie. Trochę mnie to ociera, ale może w końcu się wybiję.
[Zuuuuuuuziuuuuu!!!!!! Wstaaaaawaaaaaaj!!!!!!!!]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

 
monitoring pozycji