sobota, 11 lipca 2009

11 VII 2009

I. Tajność danych?

Byłem mocno pijany[w rzeczywistości też byłem, może nie tak mocno]. Siedziałem przy kompie z paroma osobami i próbowałem się zalogować na moje konto w systemie. Za cholerę nie mogłem poprawnie wstukać hasła. Wszyscy się ze mnie śmiali, bo okazało się, że mogą dokładnie śledzić moje żałosne próby, ponieważ pole wpisywania hasła nie jest "gwiazdkowane", tylko pokazuje wszystko, co wpisuję.

II. Cukierki ziołowe

Pokój Mojżesza był ulokowany tak jak pokój Karpia i do tego podobnie umeblowany. Obok był pokój babci Mojsy, nazywany przez wszystkich "strychem babci", jako że było tam mnóstwo gratów[rzeczywiście nie był strychem, tylko normalnym pokojem na piętrze]. Zaraz za drzwiami na "strych babci" stała wysoka szafka z wiśniowego drewna, na której stała szklana miska wypełniona pysznymi ziołowymi cukierkami. Zszedłem na dół z pokoju Mojsy(zawijając po drodze parę cukierków) i wyszedłem przed dom. Mojżesz siedział z babcią na huśtawce ogrodowej. Dosiadłem się do nich i zacząłem wcinać cukierki. Babcia zauważyła, co to za cukierki i powiedziała do mnie: "one normalnie uzależniają - to pyszne ziołowe nadzienie i jest go tak mało , żeby się nacieszyć jednym cukierkiem, więc sięgasz po następny - tak się to zaczyna...". Poprosiła mnie, żebym przyniósł jej gazetę z jej "strychu". Idę na górę i wchodzę na "strych". Jest ciemno - żaluzje są zasłonięte. Na podłodze wala się mnóstwo rzeczy - ubrania, książki, buty. Przed barłogiem stoi włączony telewizor. Na barłogu zrobionym z cienkiego materaca i mnóstwa kołder leży gazeta.

III. Bank

Stoję w banku. Ludzie ustawieni są w dwie kolejki. Jedna z nich prowadzi do okienka, za którym siedzi jakaś elegancko ubrana kobieta. Druga kolejka prowadzi do jakiegoś łysego faceta ubranego w pomięte spodnie z garnituru i takąż niebieską koszulę. Okienka tu nie ma - kolejka ciągnie się do gościa i zatrzymuje bezpośrednio przed nim. Stoję chwilę i zastanawiam się, w której kolejce powinienem stanąć. W żadnej - przecież przyszedłem tu po bandaż. Idę na zaplecze. W niebieskim pokjoju siedzi prowadzący z agronomii w czarnym garniturze i niebieskiej koszuli z bławatkowym krawatem. Mówię mu, że przyszedłem po opatrunek. Wyciąga bandaż spod lady.

IV. La Signe, psylocybina i nieoczekiwane spotkanie

Siedzę w labie z Opiekunami koła chemików i Markiem. Rozmawiamy o rajdzie, który warto by zrobić niebawem. Dochodzimy do tego, że przyda się psylocybina. Potrzebny jest też kwas fosforoorganiczny, bo właśnie trwa doświadczenie z fosfolipidami, a kwas jest potrzebny do homogenizacji zawiesiny, a nikt go nie ma, więc trza go wziąć przy okazji zakupu psylocybiny. Wychodzę z laboratorium. Okazuje się, że znajduje się ono w domku zaraz obok mojego domu. Idę na przystanek. Jest piękny dzień - słoneczko grzeje, ptaszki śpiewają, na niebie cirrusy. Wsiadam do autobusu. Jedziemy Żernicką. Obok mnie siedzi jakaś dziewczyna. Ma niebieskie oczy i brązowe włosy związane w kucyk. Mówi mi, że powinienem zrobić "La Signe" - przełożyć dłonie w ten sposób, żeby palce przeciwnych dłoni ułożone były naprzemiennie, pod kątem prostym, tak żeby utworzyły X. Autobus skręca w lewo. Odpowiadam, że nie zrobię "La Signe" dopóki nie będę wiedział, po co to. Po chwili orientuję się, że chodzi o krzyż i nie wykonuję tego gestu. Dojeżdżamy do przystanku w lesie. Wysiadam i wchodzę do znanego mi już banku. Kolejki są bardzo długie, ale mnie to nie obchodzi. Idę w stronę zaplecza. Z zaplecza wychodzi jakiś ksiądz. Zauważam, że nie mogę tam wejść, bo postawili biurko w poprzek korytarza. Po chwili wychodzi facet z agronomii i siada za biurkiem. Proszę go o psylocybinę i kwas fosforoorganiczny. Wyciąga spod lady małą paczuszkę zawiniętą w chusteczkę higieniczną i podaje mi ją. Chowam ją za pazuchę i idę na przystanek. W autobusie spotykam tę samą dziewczynę, co wcześniej i tłumaczę jej, że powinna swoje "La Signe" pokazywać tak, żeby ludzie wiedzieli, o co chodzi, czyli palce powinny tworzyć +, a nie X. Wysiadam z busa i idę w stronę labu. Mam ochotę zapalić sobie na półkolu, więc idę tam. Spotykam dwóch kolesi, którzy są najlepszymi kumplami. Opowiadają mi historię o ciekawym spotkaniu. Mieszkali w dwóch odlległych miastach, a wylądowali na jednym dołku w mieście pośrodku za palenie trawy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

 
monitoring pozycji