wtorek, 28 lipca 2009

28 VII 2009

I. Obiadek u Profesora

Wszystko zaczyna się od tego, że dostałem płytę z teledyskami z Woodstocku. Odpalam ją i ląduję w jednym z teledysków. Patrzę na wszystko z obiektywu kamery. Widzę siebie stojącego w tramwaju. Brzmi jakiś patetyczny kawałek folkmetalowy. Widzę, jak czochram dynią w jego rytm. Kamera idze na prawo, pokazując ludzi bawiących się w tramwaju. Sztywno stoją tylko staruszkowie i drechy. Naprzeciwko mnie siedzi Profesor. Headbanguje w rytm muzyki. Kamera pokazuje raz mnie, raz profesora bawiących się w rytm kawałka skandynawskiej folkmetalowej kapeli. Teledysk kończy się. Wychodzę z domu. Jest piękny letni dzień. Przechodzę przez pętlę i kieruję się w stronę mostu. Zaraz za mostem, po prawej, stoi budynek, a na parkingu widzę Profesora. Podchodzę do niego i mówię, że nie wiedziałem, że słucha metalu. Odpowiada, że jest fanem od zawsze. Mówię mu, że widziałem go na teledysku skandynawskiej kapeli folkmetalowej. Odpowiada, że włśniemobdek rodznny i fajnie byłoby, jakbym wpadł. Wchodzę za nim do budynku. W salonie z brązowymi ścianami siedzi rodzinka Profesora. Wsuwamy rolady z kluskami śląskimi i modrą kapustą. Rozmawiamy o metalu i teledysku. Wychodzę na papierosa na betonowy pomost na piętrze z widokiem na naszą piękną żernicką Smródkę. Dopalam i wracam do budynku. Obiadowicze otworzyli już szampana i siedzą na podłodze. Robi się naprawdę wesoło. Dzwoni budzik.

II. Kłótnia w Chinach

Jestem w Chinach. Siedzę w Białym Pokoju. Wszystko tu jest białe - ściany, sufit, kafelki na podłodze, łóżko, pościel, okna. Poza mną w Białym Pokoju siedzi jakieś chińskie małżeństwo. Oboje ubrani na biało - on siedzi na łóżku, ona na podłodze, plecami opiera się o łóżko. Oboje trzymają na kolanach czarne laptopy i robią coś na nich. Rozmowa z nimi wygląda tak, że odpowiadają dopiero po chwili, z niechęcią jakby odrywając wzrok od monitora. W pewnym momencie poczułem się urażony. Wyłączam dużym palcem u stopy listwę zasilającą. Z satysfakcją patrzę, jak gasnie monitor Chinki. Ale co to? Od razu po wyłączeniu się, komp startuje znowu. Patrzę na listwę, a przełącznik z powrotem znajduje się w pozycji "on". Nie ma innej możliwości, zapłacą mi za zniewagę! Czuję narastający gniew. Wychodzę z Białego pokoju do korytarzyka. Wygląda identycznie jak mój przedpokój, tylko skrzynka z bezpiecznikami jest inna. Za każdymi drzwiami wychodzącymi stąd znajduje się kolejne mieszkanie. Dobiegają z tamtąd odgłosy świadczące o tym, że lokatorzy są obecni. Muszę wybrać odpowiedni bezpiecznik, żeby nie wyłączyć prądu komuś niewinnemu. Ten z prawej, to chyba ten dobry. Przestawiam dźwigienkę w dół, ale po paru sekundach wraca ona do swojego pierwotnego położenia. Jestem wściekły. Chwytam przełącznik i trzymam go w pozycji "off". Z Białego pokoju dobiegają wrzaski, że mam włączyć im prąd. Z bezpiecznika sypią się iskry, zaczyna sie też lekko dymić. Nie, nie poddam się

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

 
monitoring pozycji