I. Życie na wysokich obrotach
Jadę autobusem do Marzeny, bo mamy iść na piwo do jakiejś knajpy na jej osiedlu. Jest późny letni wieczór. Słońce właśnie zachodzi. Wysiadam na przystanku. Jestem "osiedlu Marzeny" - sporym blokowisku, ale raczej przyjaznym niż "dzielni prawdziwych kozaków". Bloki są czyste i zadbane, peerelowska zabudowa, obite żółtymi płytami. Telefon daje mi znać, że dostałem SMSa. To od Marzeny - pisze, że jednak nie idziemy na to piwo, bo idzie na spotkanie dotyczące łapania stopa na Woodstock. Odpisuję, że już jestem blisko, więc mogę też pójść. Spotykam ją w alejce między blokami. Idzie z "koleżanką" - ubraną w skórzaną kurtkę z mnóstwem ćwieków i kolorowym irokezem na głowie. Skręcamy w jakąś boczną alejkę. Po chwili zatrzymujemy się. Koleżanka pyta się mnie, czy uważam życie na wysokich obrotach i spontan za fajne. Odpowiam, że tak. Zaczynamy śpiewać.
II. Tu stacja Zabrze - M1
Wracamy z Jeżem pociągiem z Lasku. Niedaleko za Pewlą jest stacja koło zabrzańskiego M1. Wysiadam zabierając ze sobą gitarę. W ostatniej chwili słyszę wołanie Jeża, że zostawiłem w pociągu plecak. Wsiadam z powrotem i biorę plecak, niestety drzwi się już zamykają.
III. ???
Jestem w "akademiku". Na stole widzę "mój" toster, w którym są już gotowe tosty z pomidorem.
IV. Jakość wódki badaj patrząc na nią pod światło
Kuchnia na Lasku. Późna noc. Siedzę z Bladym, który narzeka, że nie ma już niczego do żłopania. Obok ławeczki jest mój plecak. Sięgam do niego i wyciągam flaszkę. Blady mówi, że to pewnie jakaś chujowa wódka, na co ja odwracam ją etykietą w stronę Bladego i pokazuję mu, że to absolut. Bierze ją i bada pod światło. Mówi, że to jedna z najczystszych wódek i że z tej okazji będziemy pić ją z nakrętki.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz